04.10.09

Tempus fugit

Opublikowany w Varia @ 8:31 pm - autor: iulius

niedziela, 29 marca 2009
Tempus fugit
Dziś rząd znów zafundował nam copółroczną dawkę zamieszania i dezorientacji w związku ze zmianą czasu. Cytat okolicznościowy:

“- A cóż w tym niejasnego? Jest defilada na Placu Czerwonym. W każdym szeregu po dwudziestu ludzi. W każdym sektorze dziesięć szeregów, dwustu ludzi. Tych sektorów jest po horyzont. Maszerują równo, aż miło popatrzeć. Każdy żołnierz przez okrągły rok wyciskał z siebie siódme poty, szkoląc się na defiladę. I to nie tylko w Moskwie, ale wszędzie. Pytanie: czy wyrzucanie wyprostowanych nóg powyżej pasa, wypinanie piersi i zadzieranie brody powyżej nosa przydatne jest na wypadek działań wojennych? Po co tracić czas na ćwiczenie kroku defiladowego? Odpowiedź: po to, żeby zmusić tysiące ludzi do reagowania w sposób bezrefleksyjny, przyzwyczaić ich do słuchania rozkazów, a nie zdrowego rozsądku. – Trudno się nie zgodzić. – Dobrze. W takim razie trzeba podobne ćwiczenia zastosować wobec setek milionów obywateli. – Zmusić obywateli, żeby maszerowali krokiem defiladowym? – Niekoniecznie. Mam na myśli treść, nie formę. Najważniejsze, żeby te ćwiczenia były absurdalne i żeby równocześnie dotyczyły setek milionów ludzi. Najlepiej zmusić ich do wykonywania jakiegoś kretynizmu. Regularnie. – Masz przykłady takich kretynizmów? – Można na przykład zmusić całą ludzkość, żeby dwa razy w roku przestawiała wskazówki zegarów. – Czym to uzasadnić? – Oszczędnością energii. – To prawda? – Skądże znowu! Najważniejszym odbiorcą energii elektrycznej są fabryki. Na drugim miejscu są środki transportu. Przesuniemy wskazówki, czy nie przesuniemy – i tak ilość zużywanej energii nie ulegnie zmianie. Poważnym odbiorcą są kopalnie węgla. Tam zawsze jest ciemno. Albo oświetlenie ulic. Światło włącza się kiedy jest ciemno, a wyłącza kiedy jest jasno. Co zmieni przestawienie wskazówek? – Część energii wykorzystują ludzie w swoich mieszkaniach… – Słusznie. Niecały jeden procent. Ale w ramach tego procentu też nie wszystko idzie na oświetlenie. Niebawem nadejdą takie czasy, że ludzie będą mieć elektryczne żelazka, elektryczne maszynki do mielenia mięsa, telefony na prąd, radia, elektryczne kino domowe. Możesz kręcić wskazówkami zegara w każdą stronę i nie wpłynie to w żaden sposób na zużycie energii. Zresztą z oświetleniem mieszkań to wygląda podobnie: latem i tak jest widno i nie ma znaczenia, czy wstajesz o piątej, czy o dziesiątej. Z kolei zimowym rankiem i tak jest ciemno i nie obejdzie się bez oświetlenia. Nieważne, czy jest godzinę wcześniej, czy później. – Zatem uważasz, że nie będzie żadnego pożytku z przestawiania zegarów? – Będą tylko kłopoty. Masa kłopotów. – I nikt nie będzie oponować? – Tłum nie potrafi myśleć. Tłum przyjmie to jako coś naturalnego. Sam będzie sobie przysparzać nowych problemów. Jeśli tylko narzucimy ludzkości z dziesięć takich idiotycznych zachowań, jeśli sprawimy, że wszyscy podporządkują się bez zastrzeżeń, wtedy zawładniemy światem.”

Monarchia

Opublikowany w Polonia, Varia @ 8:31 pm - autor: iulius

niedziela, 22 marca 2009
Monarchia
Stali czytelnicy wiedzą, że rzadko zajmuję się tu kwestiami natury ogólnej. Najczęściej komentuję konkretne przypadki, nieraz – konkretne doniesienia medialne. Ktoś mógłby nabrać przez to błędnego przekonania, że zależy mi tylko na mniejszych lub większych poprawkach do obecnego systemu polityczno-gospodarczego. Zamieszczam tu te drobne propozycje, bo lubię rozwiązania rzeczywistych problemów. To jednak nie oznacza, że przez poprawę Rzeczypospolitej rozumiem tylko łatanie pojedyńczych dziur. Wręcz przeciwnie – sądzę, że państwo polskie wymaga przebudowy całkowitej, fundamentalnej, po której mało co zostanie w postaci takiej jak dziś.

Zajmijmy się więc tym razem dla odmiany tematem zupełnie podstawowym: organizacją władzy państwowej.

Wyjdziemy od dwóch założeń, z których pierwsze powinno być uznane za słuszne przez wszystkich bez względu na poglądy, drugie zaś przez każdego zwolennika wolnego rynku:

1) Instytucja mała działa sprawniej od analogicznej instytucji dużej.
2) Instytucja prywatna działa sprawniej od analogicznej instytucji publicznej.

Choć są to rzeczy zupełnie oczywiste, podajmy dla porządku uzasadnienia.

Instytucja mała działa sprawniej od dużej dlatego, że przywódca może ją lepiej nadzorować. Szybciej dostrzegane są powstające problemy, a część tych wynikających z samowoli podwładnych w ogóle nie powstaje. Łatwiej też zaadaptować się do nowej sytuacji. Rzecz jasna, zasada zawodzi w przypadku instytucji zbyt małej, by w ogóle wykonywać postawione przed nią zadania.

Powód przewagi instytucyj prywatnych nad publicznymi jest powszechnie znany: to odpowiedzialność właściciela, która motywuje do jak najlepszych decyzyj. Kto zarządza własnym majątkiem, będzie zawsze postępować najskuteczniej jak potrafi. Zarządca cudzej własności nigdy nie ma do tego równie silnej motywacji, a może nawet mieć powody, by świadomie postępować źle – na przykład wtedy, gdy ma okazję coś właścicielowi ukraść. Na marginesie dodajmy, że istnieją instytucje formalnie prywatne, które jednak nie spełniają tej zasady, bo nie mają rzeczywistego właściciela. Są to na przykład spółki akcyjne.

Założenia te są prawdziwe dla dowolnej instytucji, także dla państwa. Widać od razu, że współczesna Rzeczpospolita Polska ich nie spełnia. Nie ma nikogo, kto mógłby się czuć jej właścicielem, a gdyby nawet miała, nie mógłby zarządzać nią skutecznie ze względu na wielki rozmiar administracji koniecznej dla terytorium zamieszkanego przez niemal czterdzieści milionów ludzi. Sądzę, że by państwo tej wielkości mogło funkcjonować, potrzeba może nawet kilku tysięcy urzędników. Nikt nie potrafiłby dopilnować działań takiego tłumu.

Jak wobec tego powinien wyglądać ustrój Polski, jeśli miałby on spełniać powyższe założenia?

Przede wszystkim, państwo musi mieć jednego władcę. Dyktatura może się sprawdzić podczas życia swojego twórcy, ale łatwo upada po jego śmierci. Przykładem jest tu Hiszpania, która pogrążyła się w demokracji, gdy tylko umarł Franco. W perspektywie czasowej dłuższej niż kilkadziesiąt lat konieczna jest monarchia, i to monarchia dziedziczna. Dynastia nie tylko zapewni stabilność rządów, ale też sprawi, że każdy kolejny władca będzie brał pod uwagę przyszłość państwa wykraczającą poza czas jego życia – wszak władzę odziedziczy jego rodzina.

Jak widać, ustrój monarchiczny wynika wprost z drugiego założenia. Liberalizm bez monarchizmu to pogląd wewnętrznie sprzeczny.

Pozostaje jeszcze kwestia ograniczenia rozmiaru instytucyj władzy do takiego, by można było sprawnie zarządzać. Oczywiście nie może być mowy o zmniejszeniu terytorium – postawy samobójcze zostawmy pacyfistom i innym lewakom. Nic natomiast nie stoi na przeszkodzie, by państwo podzielić na samorządne byty polityczne. Nawet dziś istnieją “samorządy” i, choć mają zdecydowanie za małe kompetencje, działają – zwłaszcza te gminne – stosunkowo dobrze. Nic zresztą dziwnego – wynika to wprost z naszego pierwszego założenia.

Również na tym niższym poziomie działa zasada druga, zatem tu też powinniśmy przyjąć władzę monarchów. Ilu powinno ich być? Odpowiedź jest prosta: tylu, by władca całości mógł nadzorować ich osobiście. Możemy nazywać ich xiążętami, zaś władcę związkowego państwa królem. Warto tu się zastanowić, które kompetencje należy zarezerwować dla króla. Są to te sprawy, w których duży może więcej, czyli przede wszystkim wojsko i polityka zagraniczna. Do tego należy dodać czuwanie nad jednością Rzeczypospolitej. Król powinien rozstrzygać spory między xiążętami i pilnować, by nie ograniczali swobody przepływu ludzi i towarów. Xiążęta zajmowaliby się całą resztą, a więc na przykład prawem karnym. Konkurencja zmuszałaby ich do prowadzenia rozsądnej polityki, w szczególności utrzymywania mało uciążliwych podatków.

Taki ustrój – federalna monarchia – byłby sprawniejszy tak od obecnego, jak i od różnych półśrodków w rodzaju demokratycznej federacji czy scentralizowanej monarchii. Czy byłby idealny? To już zależy od szczegółów. Będę więc nadal zajmował się tu szczegółami. Niektórzy powiedzą, że ideału w ogóle nigdy nie da się osiągnąć.

I tylko ci nie osiągną go na pewno.

Arma cano, pars septima

Opublikowany w Varia @ 8:30 pm - autor: iulius

środa, 11 marca 2009
Arma cano, pars septima
Po siedmiu latach od masakry w Erfurcie, kolejny niemiecki nastolatek uznał za stosowne zastrzelić w szkole kilkanaście osób. Gdy wypadek taki ma miejsce w Stanach albo Finlandii, lewacy natychmiast obwiniają powszechny dostęp do broni. Ale w Niemczech uczciwemu obywatelowi równie trudno zdobyć broń palną, co w Polszcze. A jednak strzelaniny się zdarzają. Przeciwnicy prawa do obrony nie czują się zobligowani logiką i nie wyciągają z tych faktów żadnego wniosku; ich problem. My powtórzmy tylko, że najlepszą ochroną dla uczniów byłaby broń palna w rękach nauczycieli i woźnych.

03.10.09

De pueris educandis, pars tertia

Opublikowany w Polonia, Varia @ 12:40 pm - autor: iulius

czwartek, 05 marca 2009
De pueris educandis, pars tertia

Komentarza nie wymaga.

01.21.09

De pueris educandis, pars secunda

Opublikowany w Varia @ 6:05 pm - autor: iulius

De pueris educandis, pars secunda
Dziś, z okazji rozpoczynających się sesyj egzaminacyjnych, rzecz o studiach wyższych.

Jak już swego czasu pisałem, kwestia wyboru wykształcenia odbiega nieco od normalnej sytuacji rynkowej, gdzie główne konsekwencje decyzji ponosi ta sama osoba, która ją podejmuje. Ponieważ kształcą się przede wszystkim osoby młode, pozbawione własnych dochodów wystarczających do pokrycia kosztów edukacji, finansowanie – a zatem prawo wyboru – jest de facto w gestii kogoś innego. Brak więc tutej mechanizmu zachęcającego do słusznych decyzyj, w związku z czym nie można wprost stosować najprostszych praw ekonomii. Innymi słowy, ludzkie działanie może okazać się nieracjonalne, bo działający i tak nie odczuje bezpośrednio jego skutków.

Z tego wynika, że wprowadzenie w szkolnictwie wyższym (powyższa zasada jest co prawda słuszna także dla podstawowego i średniego, lecz to bardziej skomplikowana sprawa i o tym kiedy indziej) jakiegoś mechanizmu niewolnorynkowego może, paradoksalnie, przynieść pozytywny skutek. Warto rozważyć sytuację, w której uczelnie nie będą – jak postuluje większość ludzi myślących – całkowicie prywatne, ale częściowo sponsorowane przez państwo.

Trzeba oczywiście zachować ostrożność, by nie pójść za daleko. Studia całkowicie bezpłatne to absurd, kosztowny, ale przede wszystkim groźny społecznie. Gdy każdy może studiować, nie studiować to wstyd. Takie myślenie kieruje znacznym odsetkiem dzisiejszych studentów. Młodzi trwonią pięć lat na nauce rzeczy zupełnie im zbędnych, po czym odkrywają, że tytuł magistra politologii czy zarządzania wcale nie pomaga w życiu. Ale przecież musieli iść na studia, bo kto to widział nie brać, kiedy dają za darmo. Mieć ten bezwartościowy papierek – to znak człowieka ambitnego i inteligentnego. Kto się nie ustawia w kolejce po darmową edukację, najwyraźniej jest frajerem.

Najgorzej mają dziewczyny. Pozwalają sobie wmawiać, że potrzebują wykształcenia; w Polsce obecnej jest podobno nawet więcej studentek niż studentów. A przecież w rzeczywistości najlepiej by się czuły, gdyby pozwolono im w spokoju założyć rodzinę. Tego jednak nie wolno im głośno powiedzieć. No bo jak to, dzieci byś chciała rodzić, mężowi gotować? Nie wypada. Kobieta współczesna o małżeństwie może pomyśleć ewentualnie po magisterium. Wszak żyć z czegoś trzeba (dyplom wyższej uczelni to, jak wiadomo, gwarancja dobrze płatnej pracy), nie pozwolisz chyba, żeby cię facet utrzymywał? A dzieci? Będziesz miała czas, jak skończysz studia; jeszcze ze dwójkę zdążysz wtedy urodzić, więcej chyba nie chcesz?

Nie, studia bezpłatne dla wszystkich z pewnością nie są rozwiązaniem. Cóż więc wchodzi w grę? Kredyty studenckie? Takie wyjście funkcjonuje w niektórych krajach i ponoć sprawdza się nienajgorzej, ja bym mu jednak nie ufał. Po pierwsze, sprawia, że młody człowiek już na samym początku samodzielnego życia staje się dłużnikiem, to, co zarobi, przeznaczać musi na spłatę pożyczki. Rozwiązanie to ponownie uderza w życie osobiste, bo za co tu utrzymać żonę i dzieci, kiedy trzeba uiszczać raty? Zresztą, jeśli komuś to odpowiada, jego sprawa. To nie należy do rozważań bądź co bądź politycznych, mam nadzieję bowiem, że dożyjemy czasów, gdy będą istnieć prywatne banki. Już się one wtedy z chętnymi same najlepiej co do kredytów dogadają.

Bon edukacyjny, każdemu przyznawany w równej wysokości, z dopłatami z własnej kieszeni tam, gdzie ta podstawowa kwota nie wystarczy? Nie sądzę. Spowodowałoby to uprzywilejowanie kierunków tanich (zwykle: humanistycznych) wobec drogich (technicznych, medycyny). Nie dość, że te drugie są trudniejsze, to jeszcze stałyby się mniej opłacalne. Wkrótce brak inżynierów stałby się jeszcze bardziej dotkliwy.

Sądzę, że spośród różnych (dodajmy: nieidealnych) rozwiązań, najlepiej wypada system stypendialny, gwarantujący pokrycie kosztów najlepszym studentom. Po pierwsze, uczelnie musiałyby podać cenę studiów. Aby ją ustalić, część miejsc na wszystkich kierunkach trzeba wystawić na sprzedaż na wolnym rynku. Choć w tej sytuacji, inaczej niż w niemal każdej innej, nie jest to mechanizm doskonały, lepszego sposobu wyznaczenia ceny nie ma. W oparciu o te ceny, dostępne zasoby i przewidywane potrzeby, rząd (niestety) podjąłby decyzję o tym, ilu studentom danego kierunku na danej uczelni sfinansować studia. Kierunki skrajnie bezużyteczne – dżenda stadiz, na przykład – byłyby w pełni płatne; filologia polska, socjologia i tym podobne specjalności, które mogą przynieść kulturze i nauce jakieś niewielkie pożytki, miałyby stypendia dla, powiedzmy, pięciu procent najlepszych studentów; te zaś, które są potrzebne, ale trudne i niepopularne, jak matematyka, mogłyby zostać sfinansowane nawet w kilkudziesięciu procentach.

Zdaję sobie sprawę, że taki system nie byłby perfekcyjny. Z pewnością jednak przewyższałby obecny, a mniemam, że miałby także pewne przewagi nad oświatą całkowicie prywatną.

01.20.09

Certamen

Opublikowany w Varia @ 7:58 pm - autor: iulius

Certamen
Jeśli ktoś z P.T. Czytelników życzyłby sobie wyrazić poparcie dla niniejszej strony, może uczynić to wysyłając SMS o treści C00124 pod numer 7144. Koszt takiej fanaberii to 1,22 zł. Rzecz dotyczy konkursu na Blog Roku 2008 w kategorii “Polityka”.

Wiadomość skierowana jest wyłącznie do tych czytelników, którzy Autora nie znają osobiście. Pozostali mogą wyrazić swe poparcie poprzez wpłacenie kwoty wyżej wymienionej – lub jakiejkolwiek innej – do rąk własnych.

08.11.08

Intermedium

Opublikowany w Orbis, Varia @ 10:49 am - autor: iulius

poniedziałek, 02 czerwca 2008

Przerwa w dostawach nowych tekstów trwa i jeszcze potrwa. W międzyczasie zapraszam do lektury uroczego dialogu o globalnym ociepleniu:
http://redshift.salon24.pl/51072,index.html

- Towarzyszu Sekretarzu, towarzyszu Sekretarzu! Lodowce nie chcą współpracować!
- Rozstrzelać!

Stultitia hodie

Opublikowany w Orbis, Polonia, Varia @ 10:49 am - autor: iulius

poniedziałek, 07 kwietnia 2008

Dzisiaj, nie pierwszy i nie ostatni raz, o głupocie. Gdzie głupotę znaleźć? W mediach, rzecz jasna. Na przykład tych przeznaczonych ponoć dla inteligencji.

Oto dziś na Gazeta.pl możemy przeczytać artykuł o tym, że elektrownie niecnie wykorzystają posunięcia Unii Europejskiej, która nakazuje im płacić podatek od emisji tlenku węgla (IV) (w inteligenckim medium określanego regularnie jako CO2, bo w końcu prawdziwy inteligent po socjologii czy antropologii kultury nigdy nie słyszał o indeksach dolnych) do podwyższania cen nawet wtedy, gdy mogą jeszcze korzystać z łaski tymczasowego zwolnienia z owej daniny.

Czytamy też, że “będzie im o tyle łatwo to zrobić, że od 2009 r. spodziewamy się pełnego zliberalizowania polskiego rynku elektroenergetycznego”.

Zatem system, w którym prąd jest na kartki (dokładniej: takie duże kartki zwane pozwoleniami na emisję) to pełen liberalizm.

Aż strach pytać, czym w takim razie jest socjalizm.

Tempus fugit

Opublikowany w Orbis, Polonia, Varia @ 10:48 am - autor: iulius

poniedziałek, 31 marca 2008

Z okazji zmiany czasu cytat z Suworowa. Nie, nie tego od wyrzynania warszawskiej Pragi.

“- A cóż w tym niejasnego? Jest defilada na Placu Czerwonym. W każdym szeregu po dwudziestu ludzi. W każdym sektorze dziesięć szeregów, dwustu ludzi. Tych sektorów jest po horyzont. Maszerują równo, aż miło popatrzeć. Każdy żołnierz przez okrągły rok wyciskał z siebie siódme poty, szkoląc się na defiladę. I to nie tylko w Moskwie, ale wszędzie. Pytanie: czy wyrzucanie wyprostowanych nóg powyżej pasa, wypinanie piersi i zadzieranie brody powyżej nosa przydatne jest na wypadek działań wojennych? Po co tracić czas na ćwiczenie kroku defiladowego? Odpowiedź: po to, żeby zmusić tysiące ludzi do reagowania w sposób bezrefleksyjny, przyzwyczaić ich do słuchania rozkazów, a nie zdrowego rozsądku. – Trudno się nie zgodzić. – Dobrze. W takim razie trzeba podobne ćwiczenia zastosować wobec setek milionów obywateli. – Zmusić obywateli, żeby maszerowali krokiem defiladowym? – Niekoniecznie. Mam na myśli treść, nie formę. Najważniejsze, żeby te ćwiczenia były absurdalne i żeby równocześnie dotyczyły setek milionów ludzi. Najlepiej zmusić ich do wykonywania jakiegoś kretynizmu. Regularnie. – Masz przykłady takich kretynizmów? – Można na przykład zmusić całą ludzkość, żeby dwa razy w roku przestawiała wskazówki zegarów. – Czym to uzasadnić? – Oszczędnością energii. – To prawda? – Skądże znowu! Najważniejszym odbiorcą energii elektrycznej są fabryki. Na drugim miejscu są środki transportu. Przesuniemy wskazówki, czy nie przesuniemy – i tak ilość zużywanej energii nie ulegnie zmianie. Poważnym odbiorcą są kopalnie węgla. Tam zawsze jest ciemno. Albo oświetlenie ulic. Światło włącza się kiedy jest ciemno, a wyłącza kiedy jest jasno. Co zmieni przestawienie wskazówek? – Część energii wykorzystują ludzie w swoich mieszkaniach… – Słusznie. Niecały jeden procent. Ale w ramach tego procentu też nie wszystko idzie na oświetlenie. Niebawem nadejdą takie czasy, że ludzie będą mieć elektryczne żelazka, elektryczne maszynki do mielenia mięsa, telefony na prąd, radia, elektryczne kino domowe. Możesz kręcić wskazówkami zegara w każdą stronę i nie wpłynie to w żaden sposób na zużycie energii. Zresztą z oświetleniem mieszkań to wygląda podobnie: latem i tak jest widno i nie ma znaczenia, czy wstajesz o piątej, czy o dziesiątej. Z kolei zimowym rankiem i tak jest ciemno i nie obejdzie się bez oświetlenia. Nieważne, czy jest godzinę wcześniej, czy później. – Zatem uważasz, że nie będzie żadnego pożytku z przestawiania zegarów? – Będą tylko kłopoty. Masa kłopotów. – I nikt nie będzie oponować? – Tłum nie potrafi myśleć. Tłum przyjmie to jako coś naturalnego. Sam będzie sobie przysparzać nowych problemów. Jeśli tylko narzucimy ludzkości z dziesięć takich idiotycznych zachowań, jeśli sprawimy, że wszyscy podporządkują się bez zastrzeżeń, wtedy zawładniemy światem.”

Arma cano

Opublikowany w Polonia, Varia @ 10:38 am - autor: iulius

sobota, 15 grudnia 2007

Od dłuższego czasu przymierzam się do wyczerpującej analizy problemu ograniczeń dostępu do broni. Zanim wreszcie się za to wezmę, polecam galerię grafik świetnie ujmujących niektóre aspekty tego tematu, znalezioną na http://www.miasik.net/

Następna strona