03.10.09

Libertas servitudo est

Opublikowany w Orbis, Polonia @ 12:41 pm - autor: iulius

niedziela, 08 marca 2009
Libertas servitudo est
Swoboda przepływu towarów i usług – czyż to nie brzmi pięknie? Idea czysto liberalna, dobra, pożyteczna idea, o której realizację walczył Smith w wieku osiemnastym, walczył Bastiat w dziewiętnastym, a dziś jeszcze daleko do jej realizacji. Ale wiele już zrobiono. Czyż nie po to powstały Wspólnoty Europejskie, by cały zachód kontynentu mógł handlować bez przeszkód?

Okazuje się, że nie.

Komisja Europejska (radzę najsampierw dowiedzieć się od p. Farage’a, co to za wesołe towarzystwo) uznała że firma Apple narusza reguły konkurencji. Naruszenie polega na tym, że klientom z różnych krajów jej sklep internetowy oferuje różne produkty. Przykładowo, osoba posługująca się polską kartą kredytową nie może ponoć kupić muzyki i filmów. Uprzedzam od razu Czytelników, że nie warto mnie pytać, co za kretyni kupują to, co można za darmo ściągnąć z P2P. Nie wiem. Podejrzewam, że ci sami, którzy uważają integrację europejską za dobry pomysł.

Z normalnego punktu widzenia problem nie istnieje. Sklep nie chce czegoś sprzedawać – jego strata. A raczej zysk, bo skoro nie sprzedają, to widać policzyli sobie, że im się nie opłaca. Jeśli może się opłacać, znajdzie się ktoś inny i wzbogaci się tam, gdzie konkurent się poddał.

Ale Komisja Europejska – i chór adorujących ją lewaków – ma własny punkt widzenia. Pojęcia eurosocjalistów różnią się od używanych przez normalnych ludzi. Tu “swobodą” nazywa się przymus. Towary i usługi muszą przepływać po całym wspólnym rynku równomiernie. Nieważne, czy to się opłaca przedsiębiorcom – wizja komisarzy jest ważniejsza niż kalkulacja ekonomiczna.

Wolność to niewola. Pamiętajmy te słowa – wyrażają one prawdziwy ideał Unii Europejskiej.

01.02.09

Arma cano, pars sexta

Opublikowany w Orbis @ 4:10 pm - autor: iulius

sobota, 20 grudnia 2008
Arma cano, pars sexta

Na blogu http://predatorxl.salon24.pl/ trochę bardzo ciekawych statystyk odnośnie dostępu do broni palnej:

W 1982 roku władze miasta Kennesaw (Georgia) wprowadziły obowiązek posiadania broni wraz z amunicją przez każdą głowę rodziny. Później przepis został nieco zmodyfikowany, zastosowano klauzule wyłączające z nakazu określony grupy społeczne, niemniej zasadnicza treść przepisu pozostała w mocy. Przepisu, dodajmy, nieprzesadnie weryfikowanego przez władze, po dziś dzień nikogo nie spotkały nieprzyjemności za nie poddanie się wymaganiom. Rezultaty?

Przed wprowadzeniem „prawa pistoletowego” Kennesaw zamieszkiwało 5242 mieszkańców, poziom przestępczości był wyższy niż średnia krajowa o 10%. W roku 2005 miasto rozrosło się, liczba ludności wzrosła do 28 189 ludzi, zaś poziom przestępczości spadł o ponad 53%. Dla porównania – w mieście Morton Grave (Illinois), w którym rok wcześniej (1981) zabroniono wszystkim (poza policjantami) posiadania broni, nastąpił do 2005 roku wzrost przestępczości o 15,7% przy jednoczesnym niewielkim spadku liczby mieszkańców (z 22 451 w 2000 r. do 22 202 pięć lat później). Niewielkie zagrożenie przestępczością potwierdził opublikowany w 2003 roku raport FBI: w Kennesaw było o połowę mniej zabójstw i włamań, a rozboje praktycznie się nie zdarzają (0,13 średniej krajowej).

(…)

Statystyki z innych państw potwierdzają, że broń palna w rękach przeciętnych obywateli ogranicza przestępczość znacząco: w 1996 roku odjęto broń Australijczykom. Efektem pierwszego roku prohibicji był 44% przyrost rabunków z bronią w ręku, 8,6% wzrost napaści z użyciem przemocy, 3,2% więcej zabójstw. W kolejnym roku rabunki z bronią to już wzrost o 73%, rabunki bez użycia broni – o 28%, porwania o 38%, napaści – o 17% zabójstwa – o 29%. Największy sukces przyjaciele ludu zanotowali w stanie Wiktoria – w ciągu roku od wprowadzenia zakazu posiadania broni nastąpił 300% wzrost liczby zabójstw z użyciem broni palnej. W tym samym 1996 roku rozbrojono ludność Wielkiej Brytanii. Do 2004 r. liczba przestępstw z użyciem broni lub przemocy wzrosła o 69%, w tym morderstw o 54% a rabunków o 45%. Dla porównania: w okresie 1993-1996, czyli przed odebraniem ludziom ich praw, liczba rabunków z bronią w ręku spadła o 50%.

Doctor erroris causa

Opublikowany w Orbis, Polonia, Posnania @ 4:08 pm - autor: iulius

wtorek, 09 grudnia 2008
Doctor erroris causa
I znowu zobaczę, co nieraz widziałem
Że mędrcy przyznali znów laur akademii
Za dowód niezbity, że czarne jest białe
(J. Czech, Kataryniarz)

Był ponoć czas, gdy wydziały ścisłe uczelni wyższych stanowiły ostoję wolnej myśli. Wielokrotnie słyszałem opinie, że w PRL ludzie nieprzychylni systemowi wybierali studia z zakresu matematyki czy inżynierii, ponieważ w tych dziedzinach nie było takiej presji ideologicznej jak w przypadku filozofii, prawa czy historii.

Świat jednak się zmienia. Obecny eurokomunizm jest dużo wyższą formą rozwoju niż dawny komunizm sowiecki. Choć cele pozostały te same, metody stały się o wiele subtelniejsze. Tam, gdzie ZSRR potrzebował czołgów, UE wystarcza telewizja i gazety.

Dzisiaj wydziały ścisłe krzewią obowiązujące standardy dobromyślenia z równym zaangażowaniem, co humanistyczne. Nastąpił przy tym podział zadań, który, jak wiemy z lektury Adama Smitha, stanowi podstawowy warunek rozwoju. Chómaniści (nie godzi się ich zaszczycać imieniem Humanistów) najczęściej zajmują się rozmaitymi dżenda stadis, równymi szansami i walką przeciw kulturze. Przyrodnikom i inżynierom powierzono natomiast świętą wojnę ze Zmianami Klimatycznymi (dawniej: Globalnym Ociepleniem, jeszcze dawniej: Efektem Cieplarnianym).

Myślałem, że najbardziej bezczelnym przykładem tej działalności podczas poznańskiej konferencji będzie przyznanie Albertowi Gore’owi doktoratu honoris causa UAM. To lizidupstwo jeszcze można by jakoś wybaczyć, w końcu w gronie osób wyróżnionych owym tytułem znajdują się już takie osobistości jak Małgorzata Honeckerowa. Okazało się niestety, że oprócz niespecjalnie szkodliwych pochlebców są w gronie poznańskich naukowców prawdziwi przodownicy pracy na polu propagandy.

WySRol, obecnie przez osoby bez poczucia humoru zwany Uniwersytetem Przyrodniczym, ma dla studentów rozważających uczestnictwo w organizowanym jutro festiwalu kłamstwa propozycję nie do odrzucenia:

Bonus potwierdzający udział w programie „Dnia edukacji ekologicznej” uprawnia studenta do podniesienia o ½ oceny z zaliczenia (egzaminu) jednego przedmiotu obowiązującego w roku akademickim 2008/2009. Przedmiot taki powinien być choć częściowo związany z przyrodą i jej ochroną, z ekologią, klimatologią, ochroną środowiska, inżynierią środowiska itp.

Kiedyś oceny dostawało się za wiedzę, umiejętności lub przynajmniej sympatię wykładowcy. Ale mamy postęp i dziś decyduje udział w seansach filmów propagandowych.

Na odtrutkę polecam wywiad z jednym z najbardziej znanych wrogów kłamstwa klimatycznego, profesorem Jaworowskim. Warto poszukać także jego artykułów – chociażby z Postępów Fizyki sprzed bodaj roku – w których pan profesor polemizuje z opiniami ekoterrorystów na różne tematy, od katastrofy czarnobylskiej po skażenie ołowiem. Dobrze, że są jeszcze tacy ludzie.

Nie ma chyba wątpliwości, że człowiek oddziałuje na środowisko – wystarczy wspomnieć o wyrębie lasów albo o przemyśle, który zatruwa powietrze. A skoro naukowcy się spierają, to może warto dmuchać na zimne?

Powtarza pan propagandę ekologów. Proszę zauważyć, że człowiek najbardziej zaingerował w środowisko naturalne, gdy powstało rolnictwo, a więc kilka tysięcy lat temu. Gdyby jednak nie rolnictwo, to nadal mieszkalibyśmy w lasach. Mówi pan: przemysł, i zgoda. Wrzucamy do atmosfery różnego rodzaju związki chemiczne. Głównie dwutlenek węgla. Tylko proszę zwrócić uwagę na proporcje. Jeśli podzielimy strumienie CO 2 na: naturalne (oceany, lądy i wulkany) oraz pochodzenia ludzkiego (samochody, oddychanie ludzi, paliwa kopalne, cement, rolnictwo), to ten drugi stanowi zaledwie 4,7 proc. strumienia naturalnego. Wszelkie dane wskazują, że ocieplenie klimatu nie ma związku z zawartością CO2 w powietrzu. To znaczy wysokość stężenia tego gazu w okresach historycznych jest powiązana skutkowo, a nie przyczynowo z klimatem planety. Najpierw następuje ocieplenie, a dopiero wskutek rosnącej temperatury zwiększa się zawartość dwutlenku węgla w powietrzu. Dzieje się tak dlatego, że najwięcej CO2 jest w oceanach, które im wyższa temperatura, tym bardziej oddają ten gaz do atmosfery.

Hic niger est, hunc tu, Romane, caveto

Opublikowany w Orbis @ 4:05 pm - autor: iulius

środa, 05 listopada 2008
Hic niger est, hunc tu, Romane, caveto
…le quali sono che li uomini mutano volentieri signore, credendo migliorare; e questa credenza gli fa pigliare l’arme contro a quello; di che s’ingannono, perché veggono poi per esperienzia avere peggiorato.
(Il Principe)

No i stało się, Murzyn został prezydentem Stanów Zjednoczonych. Teraz jeszcze tylko papież…
Dużo gorsze dla Amerykanów, że wybrali sobie czystej krwi socjalistę. Co po raz kolejny dowodzi, że w jednym Marks miał rację: gdzie wprowadza się demokrację, tam zawsze zwycięży w końcu socjalizm. Żadna tradycja wolności tego nie zmieni.
Nie jest to, niestety, tylko ich problem. Rosjanie już się cieszą ze spodziewanej większej swobody niesienia bratniej pomocy. Eurokratom z kolei podoba się dalsze rozprzestrzenianie ich ukochanego ustroju, od którego coraz mniej miejsc na świecie oferuje schronienie.
Żeby nie było zbyt pesymistycznie, przesłanie Rona Paula:
http://www.campaignforliberty.com/index.php

Quod nova testa capit, inveterata sapit

Opublikowany w Orbis, Posnania @ 4:04 pm - autor: iulius

środa, 29 października 2008
Quod nova testa capit, inveterata sapit
Doprawdy, nie rozumiem zupełnie tych, co nie czytają Gazety Wybiórczej. Tyle ciekawych rzeczy można tam znaleźć! Weźmy na przykład ten artykuł. Stoi w nim napisane, że z okazji Międzynarodowego Zlotu Miłośników Wypoczynku na Koszt Podatnika, który odbędzie się w naszym stołecznym mieście w grudniu, już teraz spędzono na lekcje dobromyślenia siedmiuset uczniów z całego kraju. Popatrzmy, czego ich nauczono.

Ten naukowiec twierdzi, że rok 2008 ma być w pierwszej dziesiątce tych najgorętszych. To masakra! – mówi chłopak z plikiem notatek pod pachą.

Doprawdy, rzeź i trwoga. Rozumiem, że chodzi o średnią temperaturę roczną na świecie. Systematyczne jej pomiary wykonuje się może od stu pięćdziesięciu lat. Zatem prawdopodobieństwo, że rok znajdzie się w dziesiątce najgorętszych, wynosi 1:15. Każdy gimnazjalista może się więc spodziewać, że taki rok zdarzy mu się przed skończeniem szkoły przeżyć około jednego raza. Aby przypadkiem nikt ze zgromadzonych na to nie wpadł, młodzież do indoktrynacji wcześniej starannie wybrano:

Cała klasa gimnazjalistów o profilu humanistyczno-teatralnym z Wałbrzycha jechała na Młodzieżowy Szczyt Klimatyczny pięć godzin nocnym pociągiem. Wstęp na imprezę mieli dzięki ekologicznemu projektowi, jaki wymyślili na konkurs organizowany przez “Gazetę”.

Ciekawe, ile było klas o profilu matematyczno-fizycznym lub biologiczno-chemicznym. No, ale idźmy dalij. Uczniowie wysłuchali wykładów najwybitniejszych polskich naukowców zajmujących się zmianami klimatu. Jedna uczennica, najwyraźniej wyjątkowo głupia, gdyż nie zrozumiała, że jak mówi pan profesor, to wątpliwości dobromyślnemu Europejczykowi mieć nie wypada, zauważyła, że bywało już na Ziemi cieplej niż teraz i jakoś szlag wszystkiego nie trafił. Nawiasem mówiąc, w Poznaniu mamy pamiątki tego stanu rzeczy w nazwach Winiar i Winograd, miejsc, gdzie dawniej mieściły się winnice*.

Nasz wpływ na klimat jest tak naprawdę niewielki. Może szkoda, bo gdyby był ogromny, to też więcej moglibyśmy zmienić – odpowiedział uczennicy Wybitny Naukowiec. Gazeta nie wspomina, żeby młodzież w tym momencie spytała, po jakiego kija w takim razie cały ten cyrk z ograniczeniem emisyj tlenku węgla (IV), które i tak niczego w praktyce nie zmieni. I pewnie nikt się nie pytał; po kilku latach w szkole wszyscy potrafią już dwumyśleć.

Inny “naukowiec” zauważył co prawda, że topnienie lodów znacznie ułatwia handel morski, ponieważ jednak koniecznie trzeba obronić tezę, że negatywne strony ocieplenia klimatu są o wiele większe niż pozytywne pokazał slajd z zawalonym wieżowcem w Rosji, pod którym była wieczna zmarzlina. Zawalił się, gdy zaczęła topnieć. Oczywiście powszechnie wiadomo, że Polacy powinni kochać Rosję i troszczyć się o wieżowce na Syberii, chyba dla żartu stawiane na lodzie.

Uczniowie kręcą głowami z niedowierzaniem, gdy opowiada, jak wiele pozytywnych skutków ocieplenia klimatu wymieniają Szwedzi. – Np. Bałtyk będzie ciepły jak Morze Śródziemne, więc rozkwitnie turystyka. Albo brak śniegu. Oni już się cieszą, że zaoszczędzą na konstrukcjach dachów. Natomiast uczniowie w ogóle się nie cieszą, bo najwyraźniej uwielbiają wydawać krocie na dachy i kąpać się w morzu, które rzadko ogrzewa się do siedemnastu stopni.
Swoją drogą przykład ten pokazuje, jak ważny jest dobór terminów nowomowy. Gdy próbowano mi w szkole podstawowej wmówić konieczność walki ze “zmianami klimatycznymi”, nazywały się one “efektem cieplarnianym”. Niestety, to sformułowanie brzmi dość naukowo, jak jakiś efekt fotoelektryczny. Ktoś mógłby się w związku z tym pokusić o użycie mózgu w jego okolicy – jeżeli jest efekt, to jest też pewnie przyczyna, mechanizm i w ogóle za dużo rzeczy, o których można by myśleć. Aby tego uniknąć wprowadzono lepiej pasujące do prostego dogmatu miano “globalnego ocieplenia”. Było ono używane jeszcze całkiem niedawno. Okazało się jednak kojarzyć całkiem przyjemnie – normalni ludzie lubią, jak jest im ciepło. Zostało zatem zastąpione “zmianami klimatycznymi”. Te ostatnie zostaną chyba na dłużej. W końcu zmiana to, jak wiadomo, coś naprawdę przerażającego.

- A ja boję się o ptaki! – mówi Martyna z Nowego Tomyśla. – Nie miałam pojęcia, że łabędź niemy już nie odlatuje na zimę do ciepłych krajów. U nas ma gdzie żyć, bo zimą nasze jeziora już nie zamarzają. Te problemy z klimatem widać nie tylko w telewizji, ale też wokół nas.
Ja tam na miejscu takiego łabędzia bym się pewnie cieszył, że nie muszę dwa razy do roku zapierniczać parę tysięcy kilometrów. Ale dla panny Martyny to problem. Czym jej biedne łabądki zawiniły, że chce je tak męczyć?

I na kóniec perełka:
Konkurs na najciekawszy projekt wygrały uczennice z Nowego Tomyśla. Chcą, by ich miasto nagradzało tych mieszkańców, którzy foliówki zamienią na kosze wiklinowe.
Za co nagradzać należy młodych? Za entuzjastyczne poparcie dla socjalizmu i znajdywanie nowych, jeszcze bardziej bezsensownych zastosowań dla zrabowanych obywatelom pieniędzy!

Skoro już o pieniądzach mowa, bardzo ciekawi mnie, kto za imprezę na siedemset osób w nietanich pomieszczeniach MTP zapłacił. Tego w artykule nie znajdziemy, ale mam dziwne wrażenie, że ja.

To znaczy, przepraszam, Budżet Państwa i Fundusze Unijne. Jak miło z ich strony.

* – przy czym słowem “Winiary” określa się obecnie nie wzgórze, którego nazwa ta pierwotnie dotyczyła (dziś znane jako Cytadela), lecz miejsce, w które przesiedlono mieszkańców owego wzgórza, gdy Prusacy postanowili zbudować tam twierdzę

Suum cuique

Opublikowany w Historia, Linguae, Orbis @ 4:04 pm - autor: iulius

Suum cuique
Szmonces Juliana Tuwima, lecz nadzwyczaj aktualny pt.

MISTYKA FINANSÓW

Osoby: Goldberg i Rapaport
GOLDBERG: Dzień dobry panu, panie Rapaport.
RAPAPORT: Jak ja pana widzę u siebie, to już o “dzień dobry” nie może być mowy. (wyłącza gramofon)
GOLDBERG: Kiedy ja pana rozumiem…
RAPAPORT: Ale jak pan tu jest, to siadaj pan. Jak pan tu wszedł? Służąca nie powiedziała panu, że mnie nie ma w domu?
GOLDBERG: Powiedziała, moja służąca też czasem mówi, że mnie nie ma, jak jestem.
RAPAPORT: Patrz pan, jak ta służba nauczyła się kłamać?
GOLDBERG: A jak byś pan nie był w domu, to ona by przecież też powiedziała, że pana nie ma, co za różnica?!
RAPAPORT: Swoją drogą!…
GOLDBERG: Panie Rapaport, pan mnie oddaje pieniądze czy nie?
RAPAPORT: Wiele jestem panu winien?
GOLDBERG: Osiemset.
RAPAPORT: Ładna sumka.
GOLDBERG: W razie pan oddaje to ładna, nawet bardzo ładna. W razie mnie nie oddaje nie jest taka ładna. Otóż ja się pana zapytowywuję jeden z ostatnich razów: czy pan mnie oddaje moje osiemset złotych?
RAPAPORT: Naturalnie, że oddaję.
GOLDBERG: Czy pan mi nie może odpowiedzieć po ludzku?
RAPAPORT: Przecież mówię panu od pół roku, że nie mam pieniędzy.
GOLDBERG: To co ja mam robić?
RAPAPORT: Upominać się!
GOLDBERG: Co mi to pomoże?
RAPAPORT: Nic!
GOLDBERG: Szanowny panie Rapaport. Przecież pan rozumie, że osiemset złotych to nie jest suma, której można nie oddać. Można nie oddać dziesięć złotych. Jak się jest bardzo wielki łobuz, to można nie oddać dwudziestu złotych, ale od stu złotych w górę każdy dług się robi honorowy. Pan to rozumie, przecież pan jest kupiec.
RAPAPORT: Panie Goldberg szanowny, ja mam inny pogląd na tę sprawę. Dla mnie osiemset złotych to jest właśnie suma, której nie można oddać. Oddać można dziesięć złotych. Jak się jest bardzo lekkomyślnym, to można oddać dwadzieścia złotych. Ale od stu złotych w górę to każdy dług staje się fikcyjny! Pan to wie! Przecież pan jest kupiec.
GOLDBERG: Słodki panie Rapaport, więc ja się pana pytam, co ja mam robić?
RAPAPORT: To ja się pana zapytam co innego, ale pan mi daje słowo honoru, że pan mnie odpowie całą prawdę!
GOLDBERG: Oficerskie słowo honoru.
RAPAPORT: Ja wolę kupieckie.
GOLDBERG: Niech będzie kupieckie.
RAPAPORT: Otóż pan przychodzi do mnie, że bym panu oddał osiemset złotych. Dajmy na to ja wstaję, podchodzę do kasy i… powiedzmy, wyciągam osiemset złotych i, przypuśćmy, panu je daję. To co by pan o mnie pomyślał?
GOLDBERG: Ech!… panie Rapaport!
RAPAPORT: Kotuchna! Słowo pan dałeś! Pomyślałbyś pan, że jestem a myszygene kopf?
GOLDBERG: No, zaraz a myszygene!…
RAPAPORT: Pomyślałbyś pan tak? Tak czy nie!
GOLDBERG: Tak!…
RAPAPORT: Dziękuję panu!
GOLDBERG: Złocisty panie Rapaport. Teoretycznie pan jest kryty, ale w praktyce pan nie ma racji. Pan mnie musi oddać!
RAPAPORT: Dla samego oddania?
GOLDBERG: Nie! Ja jestem winien Gutmanowi osiemset złotych!
RAPAPORT: Gutman może poczekać!
GOLDBERG: Gutman nie może poczekać, bo jego dusi Rajtman.
RAPAPORT: Rajtman też zaczeka.
GOLDBERG: Rajtman absolutnie nie zaczeka bo on jest winien Maliniakowi.
RAPAPORT: Maliniak też może poczekać. Chociaż nie, Maliniak nie może czekać.
GOLDBERG: Dlaczego?
RAPAPORT: Bo on jest winien mnie, a ja nie mogę czekać.
GOLDBERG: Pan nie może czekać?
RAPAPORT: Bo przecież pan chce, żebym panu oddał osiemset złotych, a ja ich nie mam. Bo ja pożyczyłem Maliniakowi, Maliniak Rajtmanowi, Rajtman Gutmanowi, Gutman pożyczył panu, a pan mnie, nikt ich nie wydał, bo każdy drugiemu pożyczył i nikt ich nie ma. To ja się pana pytam, gdzie się podziały te osiemset złotych?
GOLDBERG: A czy ja wiem?!
RAPAPORT: O, widzi pan, to jest ta mistyka finansów. I stąd się wziął ten cały kryzys ogólnoświatowy!
GOLDBERG: Nie rozumiem.
RAPAPORT: Ja panu wytłumaczę. Ameryka pożyczyła Anglii, Anglia Niemcom, Niemcy pożyczyli do Włoch, Włochy pożyczyli Szwajcarii, Szwajcaria pożyczyła Francji, Francja pożyczyła Anglii, a Anglia pożyczyła Ameryce!
GOLDBERG: To kto ma te pieniądze?
RAPAPORT: Teoretycznie wychodzi, że myśmy powinni mieć te pieniądze.
GOLDBERG: Co myśmy`?
RAPAPORT: Bo myśmy nikomu nie pożyczyli i nam nikt nie pożyczył. Sytuacja jest bez wyjścia!
GOLDBERG: Ja mam jedno wyjście.
RAPAPORT: Jakie?
GOLDBERG: Przez drzwi, do domu!
RAPAPORT: Widzisz pan, panie Goldberg. Nareszcie dorósł pan do sytuacji. Przyjdź pan kiedyś znowu się upomnieć porozmawiamy
GOLDBERG: Najlepiej nie zastać pana w domu.
RAPAPORT: Niech pan się nie obawia. Jak tylko będę miał pierwsze pieniądze, to zaraz pana zawiadomię przez służbę, że mnie nie ma w domu. Nie do zobaczenia się z panem, pa!
GOLDBERG: Pa.
RAPAPORT: Pa! Paszoł won!

Tempus fugit

Opublikowany w Historia, Orbis, Polonia @ 4:03 pm - autor: iulius

niedziela, 26 października 2008
Tempus fugit
“- A cóż w tym niejasnego? Jest defilada na Placu Czerwonym. W każdym szeregu po dwudziestu ludzi. W każdym sektorze dziesięć szeregów, dwustu ludzi. Tych sektorów jest po horyzont. Maszerują równo, aż miło popatrzeć. Każdy żołnierz przez okrągły rok wyciskał z siebie siódme poty, szkoląc się na defiladę. I to nie tylko w Moskwie, ale wszędzie. Pytanie: czy wyrzucanie wyprostowanych nóg powyżej pasa, wypinanie piersi i zadzieranie brody powyżej nosa przydatne jest na wypadek działań wojennych? Po co tracić czas na ćwiczenie kroku defiladowego? Odpowiedź: po to, żeby zmusić tysiące ludzi do reagowania w sposób bezrefleksyjny, przyzwyczaić ich do słuchania rozkazów, a nie zdrowego rozsądku. – Trudno się nie zgodzić. – Dobrze. W takim razie trzeba podobne ćwiczenia zastosować wobec setek milionów obywateli. – Zmusić obywateli, żeby maszerowali krokiem defiladowym? – Niekoniecznie. Mam na myśli treść, nie formę. Najważniejsze, żeby te ćwiczenia były absurdalne i żeby równocześnie dotyczyły setek milionów ludzi. Najlepiej zmusić ich do wykonywania jakiegoś kretynizmu. Regularnie. – Masz przykłady takich kretynizmów? – Można na przykład zmusić całą ludzkość, żeby dwa razy w roku przestawiała wskazówki zegarów. – Czym to uzasadnić? – Oszczędnością energii. – To prawda? – Skądże znowu! Najważniejszym odbiorcą energii elektrycznej są fabryki. Na drugim miejscu są środki transportu. Przesuniemy wskazówki, czy nie przesuniemy – i tak ilość zużywanej energii nie ulegnie zmianie. Poważnym odbiorcą są kopalnie węgla. Tam zawsze jest ciemno. Albo oświetlenie ulic. Światło włącza się kiedy jest ciemno, a wyłącza kiedy jest jasno. Co zmieni przestawienie wskazówek? – Część energii wykorzystują ludzie w swoich mieszkaniach… – Słusznie. Niecały jeden procent. Ale w ramach tego procentu też nie wszystko idzie na oświetlenie. Niebawem nadejdą takie czasy, że ludzie będą mieć elektryczne żelazka, elektryczne maszynki do mielenia mięsa, telefony na prąd, radia, elektryczne kino domowe. Możesz kręcić wskazówkami zegara w każdą stronę i nie wpłynie to w żaden sposób na zużycie energii. Zresztą z oświetleniem mieszkań to wygląda podobnie: latem i tak jest widno i nie ma znaczenia, czy wstajesz o piątej, czy o dziesiątej. Z kolei zimowym rankiem i tak jest ciemno i nie obejdzie się bez oświetlenia. Nieważne, czy jest godzinę wcześniej, czy później. – Zatem uważasz, że nie będzie żadnego pożytku z przestawiania zegarów? – Będą tylko kłopoty. Masa kłopotów. – I nikt nie będzie oponować? – Tłum nie potrafi myśleć. Tłum przyjmie to jako coś naturalnego. Sam będzie sobie przysparzać nowych problemów. Jeśli tylko narzucimy ludzkości z dziesięć takich idiotycznych zachowań, jeśli sprawimy, że wszyscy podporządkują się bez zastrzeżeń, wtedy zawładniemy światem.”

Z Suworowa. Zawsze warte przypomnienia.

Nemo propheta in patria sua

Opublikowany w Orbis @ 4:03 pm - autor: iulius

poniedziałek, 20 października 2008
Nemo propheta in patria sua
Dziś o tym, dlaczego nie należy ufać ekonomistom głównego nurtu. W poniższym nagraniu (sprzed ponad dwóch lat) występują Artur Laffer, słynny ze swej krzywej, za pomocą której namawiał do obniżania podatków w taki sposób, aby zwiększyć dochody państwa (sic!) oraz Piotr Schiff, przedstawiciel Szkoły Austriackiej. Radzę porównać przewidywania tego drugiego z wiadomościami, jakie od roku słyszymy. Warto też zwrócić uwagę na pewność Laffera, że żadnego kryzysu nie będzie…

Philosophiae naturalis principia

Opublikowany w Orbis @ 4:02 pm - autor: iulius

Philosophiae naturalis principia
Koniecznie zobaczyć trzeba: doświadczenie, które powinno być pokazywane na lekcjach fizyki we wszystkich szkołach podstawowych. Przede wszystkim nauczycielkom biologii, które nader chętnie straszą dzieci przeraźliwymi skutkami globalnego ocieplenia. W wykonaniu pana Janusza Mikkego h. Korwin, z jego bloga (link z boku).

Arma cano, pars quinta – post scriptum

Opublikowany w Historia, Orbis @ 4:01 pm - autor: iulius

czwartek, 25 września 2008
Arma cano, pars quinta – post scriptum
Finlandia zgadza się na ograniczenie dostępu do broni palnej.

- Rząd jest gotowy zgodzić się co do propozycji, która mówi, że nieletni mogą używać broni tylko pod opieką dorosłych – poinformowała w piątek rzeczniczka rządu Sanna Kangasharju.

Obecnie prawo w Finlandii pozwala samodzielnie posługiwać się bronią palną 15-latkom. Władze w Helsinkach nie zgodziły się, by – tak jak nalegała Unia Europejska – ograniczyć prawo do jej posiadania jedynie do osób pełnoletnich.

Zupełnie bez sensu – ten ostatni szaleniec był przecież pełnoletni.

Teledysk na dzisiaj – “Talvisota” genialnego zespołu Sabaton. Piosenka o tym, jak doskonale wyćwiczeni dzięki powszechnemu dostępowi do broni Finowie zimą 1939/1940 obronili się przed Armią Czerwoną, zadając jej gigantyczne straty.

Następna strona