01.02.09

Suum cuique

Opublikowany w Historia, Linguae, Orbis @ 4:04 pm - autor: iulius

Suum cuique
Szmonces Juliana Tuwima, lecz nadzwyczaj aktualny pt.

MISTYKA FINANSÓW

Osoby: Goldberg i Rapaport
GOLDBERG: Dzień dobry panu, panie Rapaport.
RAPAPORT: Jak ja pana widzę u siebie, to już o “dzień dobry” nie może być mowy. (wyłącza gramofon)
GOLDBERG: Kiedy ja pana rozumiem…
RAPAPORT: Ale jak pan tu jest, to siadaj pan. Jak pan tu wszedł? Służąca nie powiedziała panu, że mnie nie ma w domu?
GOLDBERG: Powiedziała, moja służąca też czasem mówi, że mnie nie ma, jak jestem.
RAPAPORT: Patrz pan, jak ta służba nauczyła się kłamać?
GOLDBERG: A jak byś pan nie był w domu, to ona by przecież też powiedziała, że pana nie ma, co za różnica?!
RAPAPORT: Swoją drogą!…
GOLDBERG: Panie Rapaport, pan mnie oddaje pieniądze czy nie?
RAPAPORT: Wiele jestem panu winien?
GOLDBERG: Osiemset.
RAPAPORT: Ładna sumka.
GOLDBERG: W razie pan oddaje to ładna, nawet bardzo ładna. W razie mnie nie oddaje nie jest taka ładna. Otóż ja się pana zapytowywuję jeden z ostatnich razów: czy pan mnie oddaje moje osiemset złotych?
RAPAPORT: Naturalnie, że oddaję.
GOLDBERG: Czy pan mi nie może odpowiedzieć po ludzku?
RAPAPORT: Przecież mówię panu od pół roku, że nie mam pieniędzy.
GOLDBERG: To co ja mam robić?
RAPAPORT: Upominać się!
GOLDBERG: Co mi to pomoże?
RAPAPORT: Nic!
GOLDBERG: Szanowny panie Rapaport. Przecież pan rozumie, że osiemset złotych to nie jest suma, której można nie oddać. Można nie oddać dziesięć złotych. Jak się jest bardzo wielki łobuz, to można nie oddać dwudziestu złotych, ale od stu złotych w górę każdy dług się robi honorowy. Pan to rozumie, przecież pan jest kupiec.
RAPAPORT: Panie Goldberg szanowny, ja mam inny pogląd na tę sprawę. Dla mnie osiemset złotych to jest właśnie suma, której nie można oddać. Oddać można dziesięć złotych. Jak się jest bardzo lekkomyślnym, to można oddać dwadzieścia złotych. Ale od stu złotych w górę to każdy dług staje się fikcyjny! Pan to wie! Przecież pan jest kupiec.
GOLDBERG: Słodki panie Rapaport, więc ja się pana pytam, co ja mam robić?
RAPAPORT: To ja się pana zapytam co innego, ale pan mi daje słowo honoru, że pan mnie odpowie całą prawdę!
GOLDBERG: Oficerskie słowo honoru.
RAPAPORT: Ja wolę kupieckie.
GOLDBERG: Niech będzie kupieckie.
RAPAPORT: Otóż pan przychodzi do mnie, że bym panu oddał osiemset złotych. Dajmy na to ja wstaję, podchodzę do kasy i… powiedzmy, wyciągam osiemset złotych i, przypuśćmy, panu je daję. To co by pan o mnie pomyślał?
GOLDBERG: Ech!… panie Rapaport!
RAPAPORT: Kotuchna! Słowo pan dałeś! Pomyślałbyś pan, że jestem a myszygene kopf?
GOLDBERG: No, zaraz a myszygene!…
RAPAPORT: Pomyślałbyś pan tak? Tak czy nie!
GOLDBERG: Tak!…
RAPAPORT: Dziękuję panu!
GOLDBERG: Złocisty panie Rapaport. Teoretycznie pan jest kryty, ale w praktyce pan nie ma racji. Pan mnie musi oddać!
RAPAPORT: Dla samego oddania?
GOLDBERG: Nie! Ja jestem winien Gutmanowi osiemset złotych!
RAPAPORT: Gutman może poczekać!
GOLDBERG: Gutman nie może poczekać, bo jego dusi Rajtman.
RAPAPORT: Rajtman też zaczeka.
GOLDBERG: Rajtman absolutnie nie zaczeka bo on jest winien Maliniakowi.
RAPAPORT: Maliniak też może poczekać. Chociaż nie, Maliniak nie może czekać.
GOLDBERG: Dlaczego?
RAPAPORT: Bo on jest winien mnie, a ja nie mogę czekać.
GOLDBERG: Pan nie może czekać?
RAPAPORT: Bo przecież pan chce, żebym panu oddał osiemset złotych, a ja ich nie mam. Bo ja pożyczyłem Maliniakowi, Maliniak Rajtmanowi, Rajtman Gutmanowi, Gutman pożyczył panu, a pan mnie, nikt ich nie wydał, bo każdy drugiemu pożyczył i nikt ich nie ma. To ja się pana pytam, gdzie się podziały te osiemset złotych?
GOLDBERG: A czy ja wiem?!
RAPAPORT: O, widzi pan, to jest ta mistyka finansów. I stąd się wziął ten cały kryzys ogólnoświatowy!
GOLDBERG: Nie rozumiem.
RAPAPORT: Ja panu wytłumaczę. Ameryka pożyczyła Anglii, Anglia Niemcom, Niemcy pożyczyli do Włoch, Włochy pożyczyli Szwajcarii, Szwajcaria pożyczyła Francji, Francja pożyczyła Anglii, a Anglia pożyczyła Ameryce!
GOLDBERG: To kto ma te pieniądze?
RAPAPORT: Teoretycznie wychodzi, że myśmy powinni mieć te pieniądze.
GOLDBERG: Co myśmy`?
RAPAPORT: Bo myśmy nikomu nie pożyczyli i nam nikt nie pożyczył. Sytuacja jest bez wyjścia!
GOLDBERG: Ja mam jedno wyjście.
RAPAPORT: Jakie?
GOLDBERG: Przez drzwi, do domu!
RAPAPORT: Widzisz pan, panie Goldberg. Nareszcie dorósł pan do sytuacji. Przyjdź pan kiedyś znowu się upomnieć porozmawiamy
GOLDBERG: Najlepiej nie zastać pana w domu.
RAPAPORT: Niech pan się nie obawia. Jak tylko będę miał pierwsze pieniądze, to zaraz pana zawiadomię przez służbę, że mnie nie ma w domu. Nie do zobaczenia się z panem, pa!
GOLDBERG: Pa.
RAPAPORT: Pa! Paszoł won!

09.07.07

Dialectus non solum Posnaniensis

Opublikowany w Linguae, Posnania @ 10:59 pm - autor: iulius

środa, 15 sierpnia 2007

Usłyszeć można nieraz w poznańskich mediach, że nasza gwara zanika. A tymczasem wczoraj na Gazeta.pl znalazł się dowód na jej żywotność, i to daleko poza granicami Wielkopolski:

Tam chłopaki wywiesili dziś polską flagę – a co! – niech szuszwole [to potoczna nazwa irackich rebeliantów używana przez polskich żołnierzy] wiedzą, że rządzimy!

Szuszwol – po naszemu taki, co cięgiem unorany łazi. Po ogólnopolsku: brudas.

Wzruszające. Choć wśród innych nacyj kontyngentu irackiego się raczej to uroczej wymowy słówko nie rozprzestrzeni.

Spectate!

Opublikowany w Linguae, Polonia @ 10:53 pm - autor: iulius

wtorek, 24 kwietnia 2007

Dziś* we Faktach* TVN będzie można zobaczyć mnie opieprzającego Giertycha.
Okazało się bowiem, że Szanowny Pan Minister nie dał pieniędzy na wyjazd laureatów Olimpiady Języka Łacińskiego (do którego to grona mam przyjemność się zaliczać) do Arpinum w Italii, gdzie odbywa się międzynarodowy konkurs Certamen Ciceronianum.

Musimy go zrozumieć. W końcu za coś trzeba wydrukować świadectwa maturalne dla tych, którzy uzyskają je dzięki amnestii.

* – najprawdopodobniej, pani redaktor nie potrafiła powiedzieć na 100%

UPDATE: Nagranie dostępne jest pod adresem http://www.tvn24.pl/2044141,0,0,1,1,wideo.html

Ut nosmet ipsos nosceremus

Opublikowany w Linguae, Polonia @ 10:46 pm - autor: iulius

sobota, 17 lutego 2007

Łacina ma zniknąć z jednego z tych miejsc, z którymi dziś jest najsilniej kojarzona – rozpoznań choroby. Zadecydował o tym minister zdrowia w rozporządzeniu z 21 grudnia zeszłego roku.

Chodzi oczywiście o prawo pacjenta do informacji. Ludzie często chcą wiedzieć dokładnie, na co chorują. Nieraz na pewnym forum miłośników języka łacińskiego tłumaczyliśmy diagnozy, których lekarz nie raczył podać po polsku. Ale nieraz też okazywało się, że za kilkoma wyrazami stoi schorzenie, którego rodzima nazwa potrafi przerazić. Łatwo było wówczas zrozumieć decyzję o zatajeniu prawdy. Czasem podjętą przy pełnym poparciu leczonego.

Rozpoznania w języku narodowym w czasach swobodnego dostępu do opieki medycznej w całej Unii mogą zresztą być dla chorych utrudnieniem. Polak chcący leczyć się za granicą będzie narażony na dodatkowe koszty związane z tłumaczeniem.

Jak widać, rozporządzenie nie tyle poprawia sytuację, co zastępuje jeden problem dwoma innymi. To typowy produkt bezmyślnej biurokracji, która dąży do tworzenia norm najogólniejszych, ignorując to, co wystaje poza ich zakres. A przecież wystarczyłoby dać pacjentowi wybór – wprowadzić obowiązek, by lekarz (o ile pacjent jest w stanie odpowiedzieć) pytał go, w jakim języku chce mieć rozpoznanie.

To wyjście proste i zwiększające zakres wolności. Możemy więc mieć pewność, że żaden biurokrata zeń nie skorzysta.

12.11.06

Colloquia Latina Posnaniensia

Opublikowany w Linguae, Posnania @ 4:39 pm - autor: iulius

sobota, 25 listopada 2006

Omnes (XVIII et plus annos natos/as) Latinitatis vivae fautores fautricesque ad colloquia nostra invito.
Hoc anno convenimus quoque die Veneris, hora III et dimidia (usque ad horam V postmeridianam) in grapheo 119B Collegii Novi UAM (Posnaniae, Niepodległości 4).

Frequentaturos/as rogo, ut, priusquam veniant, nomina dent (scil. nuntium privatum vel epistulam electronicam ad “orbilia” mittant e foro classicorum

Si plus de grege nostro legere vis, inspice hic.

Niniejsze ogłoszenie pozwoliłem sobie wkleić z Forum Latinum, ufając, że autorka nie miałaby nic przeciwko.

Na zajęcia z łaciny żywej trafiłem po raz pierwszy podczas tegorocznych wakacji. Wówczas prowadziła je Cecilie Koch, szerzej znana jako Kajkylia – Niemka, która, jak wieść niesie, mówi po łacinie lepiej niż po niemiecku. Myśl o używaniu języka powszechnie uważanego za martwy do konwersacji wydać się może dziwna osobom zaznajomionym z tradycyjnymi programami jego nauki, gdzie kluczową rolę odgrywa wkuwanie tabel gramatycznych, liczniejszych i obszerniejszych niż w większości języków nowożytnych. Ale kiedy raz się zacznie, deklinacje, koniugacje, ablatiwy absoluty i wszelkie inne, wyklęte przez uczniów monstra ukazują swą prawdziwą naturę, układają się w logiczny, intuicyjny system komunikacji. Gdy zaś wzbogaci się go o parę nowo utworzonych słów, okazuje się zupełnie wystarczającym do opisywania współczesnej rzeczywistości, rozmów przez manuphonicum i opowieści o tym, jak machina latro wcięła pieniądze i nie wydała kawy.

Co więcej, łacina żywa nadzwyczaj ułatwia zrozumienie tej “martwej”; po pewnym czasie zamiast żmudnie tłumaczyć antyczne teksty po prostu się je czyta.

Przy okazji nasuwa się refleksja, że może należałoby odejść od “nowoczesnych” metod nauki języków obcych, zaczynać kursy niemieckiego czy francuskiego od solidnego przerobienia całej gramatyki, a dopiero potem przechodzić do praktycznego jej zastosowania. Efekty byłyby oczywiście opóżnione, ale sądzę, że summa summarum lepsze. Choć nie wydaje mi się, aby pomysł ten zyskał wielu zwolenników. Zbyt wysoko ceni się dziś “nowoczesność”.

Si linguis hominum loquar

Opublikowany w Linguae, Orbis @ 4:26 pm - autor: iulius

poniedziałek, 11 września 2006

Dla Unii Europejskiej równość to bardzo ważna idea. Na ogół co prawda jest specyficznie rozumiana jako dyskryminacja większości, np. heteroseksualistów, białych czy chrześcijan, ale zdarzają się też przejawy równości autentycznej.

Jednym z nich jest równouprawnienie języków. Każdy obywatel Unii może porozumiewać się ze wspólnotowymi instytucjami w dowolnie wybranym spośród 21 języków urzędowych, wśród których znajduje się np. irlandzki, używany na co dzień przez circa trzydzieści tysięcy osób. Co więcej, każdy oficjalny dokument musi zostać na wszystkie te języki przełożony. Podczas prac Parlamentu Europejskiego pojawia się dodatkowe urozmaicenie – wypowiedzi deputowanych tłumaczone być muszą na bieżąco.

Od dawna zastanawiałem się, ile ten luksus kosztuje. Tu znalazłem odpowiedź:
http://biznes.interia.pl/news?inf=788003
Prawie miliard euro rocznie. 1% całego budżetu UE.

A wystarczyłoby wprowadzić jeden język urzędowy. Wbrew pozorom można to uczynić nie naruszając zasady równouprawnienia – wystarczy wybrać język nie używany obecnie w żadnym państwie Unii.
Łacina byłaby najlogiczniejszym wyborem – ten język przez wieki stanowił przejaw wspólnej tożsamości europejskiej, której tak gorliwie się dziś poszukuje. Dla wszystkich Europejczyków jest tak samo swój.
Ale zdolność dokonywania logicznych wyborów do mocnych stron UE nie należy. Można się zatem spodziewać, że jeszcze długo miliard euro z naszych podatków będzie rokrocznie marnowany.

W imię równości, rzecz jasna.

De dialectibus linguisque

Opublikowany w Historia, Linguae, Posnania @ 4:26 pm - autor: iulius

środa, 30 sierpnia 2006

W artykule pod wszystko mówiącym tytułem “Piastowskie łże-elity” portal gazeta.pl spopularyzował niedawno kilka faktów dotyczących początków państwowości polskiej. Znalazła się tam między innymi informacja, że Mieszko I i Bolesław Chrobry nie mówili po polsku, a w “dialekcie zachodniosłowiańskim”.

Dobrze, że takie artykuły powstają – wielu ludzi wciąż nie rozumie, że narody wymyślono dopiero w XIX wieku. Jednak języki zróżnicowały się znacznie wcześniej. Jeżeli mowa pierwszych Piastów, prawdopodobnie wyposażona już w tak typowo polskie atrybuty, jak przegłos, nie była jeszcze językiem polskim, to kiedy takowy powstał?

Niektórzy podają za datę graniczną rok 1136, na który datowana jest bulla papieska z licznymi nazwami własnymi z obszaru arcybiskupstwa gnieźnieńskiego. Jako pierwsze zdanie zapisane w języku polskim przytacza się day, ut ia pobrusa, a ti poziwai z tzw. Księgi henrykowskiej (II poł. XIII wieku). Zauważyć jednak należy, że człowiek, który miał w zwyczaju je do swojej małżonki wypowiadać, niejaki “Bogvalus”, wcześniej w tekście nazwany jest Czechem. Czy zatem możemy twierdzić, że to zdanie naprawdę jest po polsku? Może autor określając je w ten sposób czynił rozróżnienie nie między dialektami mieszkańców Polski i Czech, a między językiem słowiańskim a łaciną bądź niemieckim?

Jeszcze sto lat później różnice między tekstami klasyfikowanymi współcześnie jako “polskie” bądź “czeskie” są nieznaczne. Widać to dobrze na przykładzie “polskiej” pieśni wielkanocnej z 1365 i fragmentu “czeskiej” pieśni “Buóh všemohúcí” z tego samego okresu:

Chrystus z martwych wstał je,
ludu przykład dał je,
eż nam z martwych wstaci,
z Bogiem krolewaci.

Jezukriste, vstal si,
nám na příklad dal si,
žeť nám z mrtvých vstáti,
s Bohem přebývati.

Nie znalazłem tych tekstów w oryginalnym zapisie; niewykluczone, że bez transkrypcji na współczesną ortografię żaden nie miałby cech przypisujących go jednoznacznie do któregoś języka.

Zapis jest bowiem ważnym elementem w rozróżnieniu co jest dialektem, co zaś osobnym językiem. Słuchając dialektu kaszubskiego rozumiem może nie wszystko, ale na pewno więcej, niż w przypadku języka czeskiego czy ukraińskiego. Natomiast o ile pisany czeski jest dla mnie łatwiejszy do zrozumienia niż mówiony, w przypadku kaszubczyzny jest odwrotnie. Alfabet kaszubski wydaje się być nastawiony na to, by w każdym słowie znalazły się litery nieznane ortografii polskiej, przez co buduje się wrażenie obcości. Podobnie rzecz ma się z alfabetem śląskim, stworzonym na podstawie czeskiego.

Ponieważ jednak sprawa statusu dialektów kaszubskiego i górnośląskiego budzi wiele emocji i ma charakter niemal polityczny, rozważmy problem na przykładzie bardziej neutralnym, poznańskim. Juliusz Kubel w nieocenionych “Blubrach Starego Marycha” posługuje się ortografią bliską standardowej:

— Marych, ady usiądź się tu kole mnie i szpyc­nij mi ale prościuteńko wew moje modre oczy, ale już!
Ucupłem się na ryczce i się grzecznie pytam, żeli mam tak długo szpycować, bo mam strach, że dostanę kompletnego zyza. A ona na to:
— Godej mi tu zaraz, wylyngo jedna, i to nie żadne tam hojdy-bojdy, ino caluteńką prawdę. Grałeś wew fyl­mie? No, czy ostatnio grałeś wew jakimsi fylmie za artystę?
— Mama, czy cię rąbie? — ja mówię. — Weź, jak nie, łyknij se jakie amedyny na łupież w oku, to ci może przejdzie!
Natomiast Marian Bartkowiak swoje blubry zapisuje fonetycznie:

Póki bułym przedszkolokiym to ni mioł żym pojyncia, co to sum pory zez długimi nogowkami, bo bez całki rok nosiułym krótkie portki na szelkach. Latym na giyrach sandałki, a zimum puńczochy wew rymbki nijakiygo koloru i trzewiki sznurowane. Co żym sie napociuł nim sie jorgłym, jak sie zawiunzuje sznurowadło na pyntelke, ni mocie pojyńcia. Zaś co niektóry to mioł na giyry drewnioki zwane tyż okulokami. Buły to dumowym knyfym uszyte zez świnskij skóry cholywki przybite gwoździami do drzewnianny zelówy. Feste sie na nich zimum slizgało na ligowie i wew giyry buło ciepło choć na ślubne papcie to raczy buły nie rychtyg.
Skutek? Drugi tekst, choć zawiera w istocie mniej wyrazów ściśle poznańskich, wydaje się bardziej “gwarowy”. Zapis taki ma oczywiście swoje zalety. Kiedyś dłuższą chwilę zajęło mi zrozumienie, że “kląkry” zapisane w “Mowie mieszkańców Poznania” to znane mi dobrze klunkry, nigdy bowiem nie słyszałem tego słowa wymawianego ze standardowym, ogólnopolskim [ą]. Z drugiej strony odejście od ortografii polskiej sprawia, że czytelnik niezaznajomiony z daną odmianą regionalną zastanawiać się musi nad znaczeniem każdego prawie słowa.

I tu możnaby się pokusić o wytyczenie granicy, za dialekt uznać taką odmianę, przy której odrębny alfabet raczej przeszkadza niż pomaga. Lecz w gruncie rzeczy pytanie, co jest językiem, nie ma samo w sobie sensu. Staje się potrzebne dopiero, gdy pojawiają się względy pozamerytoryczne. Umieszczanie początków języka polskiego w X wieku służy tworzeniu mitów narodowych, natomiast wydzielanie dialektów Ślązaków i Kaszubów jako osobnych języków jest przejawem szukania na siłę śladów szybko zanikającej odrębności. Łatwo znaleźć takie zjawiska także za granicą, że wspomnę tylko o próbach wyodrębnienia szkockiego angielskiego.

XIX wiek przyniósł wiele szkodliwych idej. Wciąż jeszcze uniemożliwiają one wielu trzeźwe spojrzenie na świat. Miejmy nadzieję, że po latach panowania nad umysłami w końcu zanikną zarówno rujnujący gospodarkę i społeczeństwo socjalizm, jak i nacjonalizm, który dla każdego języka każe tworzyć osobny naród, a dla każdej grupy z ambicjami narodowymi – osobny język,.

Źródła:

Witold Taszycki, Najdawniejsze zabytki języka polskiego

http://www.weytora.cz

http://www.tutej.pl/cms.php?i=11976

http://www.blubracz.koscian.net/blubry.php

Declinatio secunda

Opublikowany w Linguae @ 4:24 pm - autor: iulius

piątek, 18 sierpnia 2006

Ponieważ niektórzy komentujący mieli problemy z odmianą “Iulius”, zamieszczam wzór:
Nominativus (mianownik): Iulius
Genitivus (dopełniacz): Iulii
Dativus (celownik): Iulio
Accusativus (biernik): Iulium
Ablativus (narzędnik): Iulio
Vocativus (wołacz): Iuli

Proszę albo trzymać się tego, albo pisać po polsku Juliusz, co chyba każdy odmienić potrafi. Tworów w rodzaju “Iuliusu” autor sobie na tej stronie nie życzy.

12.03.06

Coronatio

Opublikowany w Linguae @ 7:15 pm - autor: iulius

poniedziałek, 10 lipca 2006

Wobec palącej potrzeby napisania jakiegoś komentarza do ostatnich wydarzeń, zastanawiałem się nad kontynuacją tekstu, który stworzyłem był przy okazji zaprzysiężenia prezydenta wszystkich wszechpolaków:

Koronacyja

Drży w posadach tron Iwana,
drżą trwożliwie Niemcy:
oto każda polska rana
doczeka się zemsty.

Pośród dziedzin mazowieckich
wyrósł władca naszych czasów;
komunistów już zdradzieckich
powyrzucał z ich pałaców.

Od morza do morza wszędzie
radyjowe stają maszty.
Katolikiem Polak będzie,
innowierców runą baszty.

Już nie znajdzie przytuliska
sprośny, grzeszny sodomita;
z nim bezecna feministka
pałką w głowę będzie bita!

A gdy w grudniu do Warszawy
zjedzie na koronacyją
ze stron wszystkich lud ciekawy
obaczyć, jak króle żyją,

tak swemu podobna bratu
wielka (duchem) państwa głowa
całemu pludraków światu
w twarz wykrzyczy te dwa słowa:
SPIEPRZAJ DZIADU!

Przy okazji spostrzegłem, że, poza kilkoma zaburzeniami, utwór oparty jest na trochejach. Niby nic szczególnego, to stopa wyjątkowo łatwa do zastosowania w języku polskim. Ale przypomniało mi to słowa nauczycielki polskiego zatrudnionej w jednym z najlepszych poznańskich liceów, której nazwisko pozwolę sobie pomniąć: “w wierszu nic nie jest przypadkowe”. Analizując i interpretując taki tekst, stwierdziłaby ona zapewne (oczywiście posłużywszy się wcześniej leksykonem, o znajomość zastosowań metryki bowiem jej nie posądzam), że stosując “biegnące” trocheje autor zamierzał osiągnąć nastrój lekkości. Następnie zestawiłaby to odkrycie z obecnością archaizmów i podniosłą treścią, co wyjaśniłaby jako kontrast wynikający z wpływu poezji barokowej. To zaś podprowadziłoby ją już bardzo blisko olśniewającego wniosku – utwór ma charakter komiczny! Natomiast uzasadnienie dla takiego, nie innego doboru środków znalazłaby w kontekście biograficznym, bowiem autor posługując się starożytną stopą z pewnością chciał dać wyraz swemu zamiłowaniu do antyku. Po tak dokładnym przebadaniu tekstu mogłaby się rzeczona nauczycielka ochoczo zabrać do pisania modelu odpowiedzi, aby uczniowie także mogli poćwiczyć do nowej matury.

Oto dowód na wyższość poetae docti nad vate. Pisorz pisze i nie wie, co wyńdzie. Dopiero polonista odkrywa, co autor miał na myśli. Podobno kiedyś Tadeusz Różewicz dowiedziawszy się o temacie maturalnym “wątki prometejskie w twórczości Tadeusza Różewicza” zaprzeczył, jakoby kiedykolwiek takowe wątki w swej twórczości zamieszczał.

Musiał kiepskie oceny mieć z polskiego ten cały Różewicz. Nie rozumie nawet, że nauczyciele wiedzą lepiej.

12.02.06

ICHTHYS

Opublikowany w Linguae, Polonia @ 7:46 pm - autor: iulius

niedziela, 14 maja 2006

W Gazecie lednickiej znaleźć można takie rozwinięcie najstarszego chrześcijańskiego wyznania wiary:
Ι – Ισους – (Jesus) Jezus
Χ – Χριστως – (Christos) Chrystus
Θ – Θεου – (Theou) Boga
Υ – Υιου – (Hijos) Syn
Σ – Σωτηρ – (Soter) Zbawiciel

I wszystko byłoby bezbłędnie, gdyby nie było błędów. Konkretnie dwóch ortograficznych, jednego gramatycznego i dwóch w wymowie.
Powinno bowiem być:

Ι – Ιησους – (Jesus)
Χ – Χριστoς – (Christos)
Θ – Θεου – (Theu)
Υ – Υιος – (Hijos – wymowa dobra, ale w oryginalnej wersji tak naprawdę napisane jest Hiju)
Σ – Σωτηρ – (Soter)

Trudno o lepszy dowód, że cywilizacja nasza stacza się w barbarzyństwo – już nawet elita Kościoła – dominikanie – nie umie pisać po ludzku. W sumie nic dziwnego, w końcu dużo łatwiej Euangelion rapować, niż ślęczeć nad tymi wszystkimi sigmami i przydechami.

Gratias multas Martino Petro Garrulo, qui errores demonstravit, ago.