02.18.09
Parvum addas parvo
środa, 18 lutego 2009
Parvum addas parvo
Socjaliści to ciekawe stworzenia. Obojętnie jak dobrze by nie chcieli, jak bardzo by się nie starali, praktycznie zawsze zrobią coś głupiego.
Ot, exemplum dzisiejsze: Gazeta Wyborcza apeluje do poznańskich “przedsiębiorstw i urzędów”, by oddawały stare komputery dzieciom. Nie “biednym” czy “ubogim” dzieciom. Nawet nie dzieciom “z rodzin patologicznych”. Z artykułu dowiadujemy się, że beneficjentami akcji mają być dzieci, które nie mają w domu komputerów, którym grozi cyfrowe wykluczenie, które komputery znają tylko z lekcji informatyki.
Wykluczenie to świetna rzecz dla takiego socjalisty. Przyjmując odpowiedni punkt widzenia, o każdym można powiedzieć, że jest wykluczony, dzięki czemu można z jego wykluczeniem walczyć. Tu mamy wykluczonych cyfrowo. Niemało jest na świecie wykluczonych ekonomicznie. A były już głosy, że państwo powinno fundować usługi prostytutek inwalidom, gdyż są wykluczeni seksualnie.
Ach, czyżbym poszedł za daleko? Dlaczego wspominam o państwie, przecież tu tylko o dobroczynność chodzi, nie o żadne zasiłki! Przecież tą razą socjaliści proszą o dobrowolne darowizny, zatem niewątpliwie chcą dobrze!
Popatrzmy więc, skąd ma przyjść ratunek dla wykluczonych cyfrowo:
- Chcemy oddać w dobre ręce około 150 całkowicie sprawnych, siedmioletnich komputerów z klawiaturami i monitorami – mówi Włodzimierz Groblewski, rzecznik biura kształtowania relacji społecznych poznańskiego Urzędu Miasta.
Jakiż miły ten pan Włodzimierz, jaki uczynny! Odda w dobre ręce półtora setki sprawnych maszyn – no wuchtę po prostu! Chociaż moment, jak to odda? To jego komputery są? No nie bardzo. One są moje. I Twoje. Nasze. I jakoś niezbyt mi to pasuje, że jakiś pan Włodzimierz teraz je odda wykluczonym. Bo może on ich już dla swoich Bardzo Ważnych Zajęć w kluczowym dla istnienia miasta biurze kształtowania relacyj społecznych nie potrzebuje, ale to jeszcze nie znaczy, że jedynymi potencjalnymi użytkownikami tego sprzętu są wykluczeni, których wybrała Gazeta.
Ja, coby daleko nie szukać, chętnie kupiłbym używany monitor i klawiaturę, gdyby ktoś mi je zaoferował po dobrej cenie. Niejednego też znam miłośnika dłubania w hardłerze, który z przyjemnością wziąłby takiego komputra na części zamienne. A pewnie znalazłby się i jakiś emeryt, szukający taniego narzędzia kontaktu z mieszkającymi daleko wnukami.
Jak więc zdecydować, kto ma dostać zbędne komputery z urzędu? Kto jest władny wybrać między emerytem a dzieckiem ze świetlicy? Pan redaktor z Wyborczej do spółki z panem Włodzimierzem z urzędu najwyraźniej sądzą, że właśnie oni. Pozwalam sobie nie podzielać tej opinii. Jeśli władza publiczna ma zbędny majątek, obojętnie – komputer czy fabrykę samochodów, procedura pozbywania się go zawsze powinna być taka sama: licytacja. Prosta, otwarta dla wszystkich na równych zasadach. Niech rynek zdecyduje, kto i za ile co dostanie.
Na takie rozwiązanie socjalista zgodzić się nie może. Jak by wówczas zmusił ludzi, by kierowali majątek tam, gdzie on akurat uważa za stosowne?
Vectigalia nervi sunt rei publicae
czwartek, 29 stycznia 2009
Vectigalia nervi sunt rei publicae
Wszyscy wiemy, że wydatki państwa i podatki trzeba obniżyć. To jednak dość ogólne stwierdzenie, zaś wiedza o tym, co i o ile obniżać, dla praktycznych celów politycznych musiałaby być dość dokładna. Pomóżmy zatem naszemu kochanemu rządowi i przyjrzyjmy się ustawie budżetowej na rok 2009. Co można w niej zmienić?
Zacznijmy od planowanych rozchodów.
Wszystkie dane za stroną ministerstwa finansów, w tysiącach złotych.
Wydatki socjalistyczne, z całą pewnością zbędne, a wynikające z istnienia państwowego systemu redystrybucji:
Pomoc społeczna 12 620 854
Pozostałe zadania w zakresie polityki społecznej 2 776 696
Razem: 15 397 550
Wydatki etatystyczne, z całą pewnością zbędne, a wynikające z prowadzenia przez państwo działalności, którą powinny zajmować się przedsiębiorstwa prywatne:
Rolnictwo i łowiectwo 12 060 529
Rybołówstwo i rybactwo 122 026 (wiedzieliście-li, że istnieje takie słowo jak “rybactwo”? pouczająca lektura)
Górnictwo i kopalnictwo 443 720 (znów, dowiadujemy się, że jest coś takiego jak kopalnictwo i nie jest to ono tożsame z górnictwem; fascynujące!)
Przetwórstwo przemysłowe 1 499 274
Handel 898 522
Turystyka 45 331
Gospodarka mieszkaniowa 1 473 052
Działalność usługowa 738 550
Hotele i restauracje 22 000
Informatyka 200 663
Kultura fizyczna i sport 289 430
Razem: 17 793 097
Całkowicie zbędne razem: 33 190 647
Wydatki w zasadzie należące do dwóch powyższych kategoryj, dla których jednak można znaleźć jakieś uzasadnienie:
Transport i łączność 14 477 455
Nauka 4 551 604
Oświata i wychowanie 1 471 825
Szkolnictwo wyższe 11 447 325
Edukacyjna opieka wychowawcza 252 075
Razem: 32 200 284
Wydatki administracyjne, w jakimś zakresie konieczne, lecz dające się zapewne bez negatywnych skutków dla społeczeństwa obciąć o jakieś 90%:
Administracja publiczna 10 738 779
Urzędy naczelnych organów władzy państwowej, kontroli i ochrony prawa oraz sądownictwa 1 919 275
Razem: 12 658 054
Częściowo zbędne razem: 44 858 338
“Ubezpieczenia” socjalne i “bezpłatna” służba zdrowia – kategoria osobna, bo system emerytalny i zdrowotny są częściowo niezależne od budżetu i trudno rozważać tylko ich fragment:
Obowiązkowe ubezpieczenia społeczne 64 642 138
Ochrona zdrowia 4 620 237
Razem: 69 262 375
Dług publiczny i wydatki niezidentyfikowane:
Obsługa długu publicznego 32 740 856
Różne rozliczenia 96 263 537 (najwyższa pozycja w całym zestawieniu; ktoś coś mówił o przejrzystości?)
Dochody od osób prawnych, od osób fizycznych i od innych jednostek nieposiadających osobowości prawnej oraz wydatki związane z ich poborem 316 000
Razem: 129 320 393
Pomijane w dalszych obliczeniach razem: 198 582 768
Wydatki prawdopodobnie konieczne, tj. na bezpieczeństwo, sądownictwo oraz ochronę środowiska i dziedzictwa:
Gospodarka komunalna i ochrona środowiska 586 099
Kultura i ochrona dziedzictwa narodowego 1 601 946
Ogrody botaniczne i zoologiczne oraz naturalne obszary i obiekty chronionej przyrody 103 448
Bezpieczeństwo publiczne i ochrona przeciwpożarowa 14 173 301
Wymiar sprawiedliwości 9 839 247
Obrona narodowa 18 256 786
Leśnictwo 28 532
Razem: 43 090 861
Suma wydatków: 321 221 112
Wiemy już, ile i na co państwo wydaje. A ile zarabia?
Dochody podatkowe i niepodatkowe 269 433 341
1. Dochody podatkowe 251 434 200
1.1. Podatki pośrednie 178 064 000
Podatek od towarów i usług 118 590 000
Podatek akcyzowy 58 110 000
Podatek od gier 1 364 000
1.2. Podatek dochodowy od osób prawnych 33 120 000
1.3. Podatek dochodowy od osób fizycznych 40 250 000
1.4. Podatek tonażowy 200
2. Dochody niepodatkowe 17 999 141
2.1. Dywidendy 3 351 100
2.2. Cło 2 032 000 (zauważmy, że według ministerstwa finansów cło nie jest podatkiem! urzędnikom najwyraźniej wydaje się, że to dobrowolne datki handlarzy składane z miłości ku państwu)
2.3. Dochody jednostek budżetowych 9 022 517
2.4. Pozostałe dochody niepodatkowe 785 000
2.5. Wpłaty jednostek samorządu terytorialnego 2 702 037
2.6. Dochody zagraniczne 106 487
Środki z Unii Europejskiej i z innych źródeł niepodlegające zwrotowi 33 601 464
Deficyt budżetowy : 18 186 307 (jakby ktoś nie wiedział: długi, które rząd w trosce o nas wszystkich zaciąga w naszym imieniu; 51 787 771, licząc razem z poprzednią pozycją)
Zacznijmy więc wnosić poprawki. Jeśli zrezygnujemy z socjalizmu i etatyzmu (tylko częściowo, bo “ubezpieczenia” zdrowotne i socjalne zostawiamy do późniejszego rozważenia), zaoszczędzić można 33 190 647 tysięcy złotych. To wystarczy, by – do wyboru – uniezależnić się od UE lub zlikwidować deficyt i jeszcze o 15 004 340 tysięcy złotych obniżyć dochody państwa. To dość, by o mniej-więcej połowę obniżyć podatek dochodowy od osób prawnych.
Poszukajmy dalszych oszczędności. Jeśli założymy, że – z tym się chyba wszyscy zgodzą? – wydatki administracyjne spokojnie można zredukować o 90%, zyskamy jakieś 11 392 249 tysięcy złotych. Zmniejszmy jeszcze finansowanie szkolnictwa wyższego (vide: niedawny wpis) do 50% stanu obecnego – 5 723 663 tys. zł. – i mamy łącznie 17 115 912 na obniżkę podatków. Wystarczy z grubsza na to, by zlikwidować dział “dochody niepodatkowe”, co jest o tyle ważne, że wydatki etatystyczne są w jakimś stopniu związane z dywidendami i “dochodami jednostek budżetowych”, więc tych pozycyj i tak nie moglibyśmy wpisać w całości po stronie dochodów.
Duża zmiana? Nie, carissimi, minimalna. Bo nie ruszyliśmy jeszcze 96 263 537 tys. “różnych rozliczeń” ani 69 262 375 tys. dopłaty do obowiązkowych “ubezpieczeń”. ZUS, KRUS NFZ i tym podobne pozostają w ogóle nieruszone. W tej symulacji emerytury się nie zmieniają, szpitale, przychodnie, poczta i kolej pozostają państwowe, szkoły działają jak działały. Państwo realizujące taki budżet dalekie by jeszcze było od liberalizmu. A jednak te drobne poprawki to dość, by przestać się zadłużać (lub zrezygnować z eurojałmużny), oddać mnóstwo własności w ręce prywatne, z podatków zaś CIT zmniejszyć o pięćdziesiąt, cło o sto procent.
Wyobraźmy sobie prawdziwą reformę. Prywatyzację wszystkiego, co się sprywatyzować da, likwidację ubezpieczeń przymusowych i spłacenie całego długu. To trudne, ale w perspektywie kilkunastu lat możliwe. Przy obecnym poziomie finansowania tego, co finansować warto, budżet mógłby zostać ograniczony do jakichś sześćdziesięciu miliardów złotych rocznie. Półtora tysiąca od obywatela na rok i żadnego innego podatku, żadnego VAT-u, PIT-u, CIT-u, akcyzy.
Powiecie, że upraszczam. Macie rację. Gdyby przeanalizować budżet bardziej szczegółowo, można by znaleźć dużo więcej oszczędności.