09.12.07

De via Rospudana

Opublikowany w Polonia @ 8:07 am - autor: iulius

Zapraszam do lektury artykułu pana Tipsa Seniora na temat słynnej obwodnicy Augustowa. Przytaczam go w całości za zgodą autora.

Tanio i prosto, czyli zakopiańskie zwyczaje na Równinie Augustowskiej

Dyszałem z lekka starając się robić to dyskretnie, bo trochę głupio mi było przyznać się do zmęczenia. Obok towarzysze wędrówki zachowywali się podobnie, ale wszyscy czuliśmy, że warto było się zmęczyć. Przed nami roztaczał się niecodzienny widok. Potężne, głębokie doliny o, zrazu zielonych, a w wyższych partiach skalistych zboczach zachwycały oczy i budziły w sercu respekt dla majestatu oraz ogromu gór. Odległe granie zaskakująco ostro i wyraźnie rysowały się na tle głęboko granatowego nieba, pokrytego dyskretnymi, białymi „barankami”. Delikatny wiatr pogwizdywał od czasu do czasu na przełęczach lub przynosił daleki odgłos szumu widocznych poniżej zielonych borów świerkowych. Powiecie, że opisuję jakiś kicz lub pocztówkę. Słusznie powiecie! Tyle, że owa pocztówka była prawdziwa, rzeczywista i namacalna. Staliśmy tam zauroczeni, zdyszani i chłonęliśmy to miejsce, ten widok, całym sobą, wszystkimi zmysłami. Wzrokiem, słuchem, dotykiem, węchem a nawet smakiem, bowiem w zębach żułem kilka igieł kosodrzewiny. Niezapomniane przeżycie.

Nagle czar prysł. Wśród wielu turystów idących granią od Kasprowego Wierchu w kierunku Świnicy zalazł się niestety jakiś gruboskórny niewolnik pracy i komórki. Facet w średnim wieku, szedł wprost przed siebie pewnym, zamaszystym krokiem i, całkowicie obojętny na otaczające go piękno, gadał do trzymanego przy uchu telefonu. Ponad tatrzańskimi cudami krajobrazu poniosło się głośno i dobitnie:

- Co on mi tu, k…a, będzie p….ił! Przecież mamy podpisany kontrakt i jego zasranym, k…a, obowiązkiem jest się z niego wywiązać. Dzwoń, k…a, do niego i powiedz, że jak w środę nie będzie dostawy, to mu, k…a, jaja z d..y powyrywam!

***

Od pewnego czasu trwa w Polsce i Europie coraz bardziej zacięta walka o uratowanie doliny rzeczki Rospuda na północny zachód od Augustowa. Jak już niemal wszyscy wiedzą, zagraża jej planowana budowa obwodnicy drogowej. Rozumiem irytację mieszkańców Augustowa spowodowaną wzmożonym ruchem ciężarówek, ale jej nie podzielam. Sam mieszkam przy głównej ulicy Poznania, okna mojej sypialni wychodzą na brukowaną ulicę, na której przejeżdżające dzień i noc samochody i tramwaje czynią okropny hałas. W dodatku nad głową przebiega korytarz powietrzny podejścia do lotniska Ławica. Nie sposób wyjść na balkon, aby odetchnąć świeżym powietrzem. To jest niestety nieodłączny koszt cywilizacji, wygody naszego życia. Współczesny świat to przede wszystkim transport. Bez niego nie byłoby przemysłu, nowoczesnego rolnictwa, nie jeździlibyśmy na wakacje na Majorce, ani nie mieszkali w domach z cegły, kamienia czy betonu. Obrażanie się na TIR-y nie załatwia sprawy. Nie można żądać, aby znikły z dróg, a jednocześnie wymagać coraz wyższych standardów życia. Pełne półki w supermarkecie, a jednocześnie zielona trawa i ptasie trele dookoła, są niestety możliwe tylko w niezapomnianej reklamówce „Ery”.

W realnym życiu trzeba rozwijać infrastrukturę transportową, w tym drogową, bo jeszcze długo nic na dobre nie zastąpi w transporcie samochodów. Ale trzeba to robić z głową! W sprawie doliny Rospudy wyraźnie komuś owej głowy zabrakło. Dla myślącego człowieka jest oczywistością, że każda droga degraduje wokół siebie środowisko. Gdy budowano na przykład obwodnicę Buku, kilkanaście kilometrów na zachód od Poznania, to również zniszczono hektary ziemi. Były to jednak obszary od stuleci uprawiane rolniczo, których ekosystem i stosunki wodne są stworzone przez człowieka i typowe dla nizinnych obszarów rolniczych. Dlaczego więc dla budowy obwodnicy Augustowa musi zostać poświęcony unikatowy obszar, którego ekosystem nigdzie więcej się nie powtarza, przynajmniej w Polsce? Jak by reagowali mieszkańcy Krakowa i ogół Polaków, gdyby jakąś nową trasę planowano przeprowadzić przez Wawel, bo tak wypada najtaniej i najprościej? Czy naprawdę nie ma wokół Augustowa terenów bardziej typowych, których zniszczenie będzie mniejszą stratą? Zapewne są, tylko decydentom brakuje dobrej woli.

Bodajże Winston Churchill powiedział, że “Polityk myśli kategoriami następnych wyborów, a mąż stanu kategoriami następnych pokoleń.” Niestety u nas już od dawna trwa wysyp różnej maści polityków, ale ze świecą szukać prawdziwych Mężów Stanu. Unikalna, piękna dolina Rospudy padła bowiem ofiarą zapomnienia. Paradoksalnie tego samego zapomnienia, które zapewniło jej przetrwanie w stanie pierwotnym przez stulecia. Gdy spojrzeć na mapę okolicy wyraźnie widać, jak to było. Jakiś urzędnik, rozliczany z tego, aby było „tanio i prosto” dostał zadanie opracowania koncepcji obwodnicy miasta. Otworzył mapę okolicy, obok położył sobie spis własności działek i zaczął zaznaczać te, które były we władaniu Skarbu Państwa czy przynajmniej z innych powodów były tanie i proste w wykupie. Wyszła mu logiczna, prosta i „tania” trasa przebiegająca przez wsie Mazurki, Toipłówka, Szczeberka i Nowinka. Według posiadanej przez niego mapy znaczna część trasy prowadziła przez nieużytki w dolinie Rospudy. Ucieszył się, bowiem tego właśnie szukał – dużo lasu, dużo łąk i nieużytków, żadnych rezerwatów, mało własności prywatnej i daleko od ośrodków wypoczynkowych, więc ich właściciele oraz zarządcy nie będą protestować. Nie namyślając się pokazał tę koncepcję przełożonemu, ten się też ucieszył, że tak tanio i prosto, więc bez zwłoki podpisał. Wartościom niematerialnym doliny, jej walorom przyrodniczym i krajobrazowym, które spowodowały jej wpisanie do systemu NATURA2000, nie poświęcili nawet jednej myśli. Obaj wierzyli, że te zapomniane przez stulecia tereny będą obchodziły co najwyżej psa z kulawą nogą, więc przygotowania do budowy pójdą sprawnie, a oni będą mogli dumnie wypiąć pierś po ordery podczas uroczystego przecięcia wstęgi. W dodatku wdzięczny lud dożywotnio będzie ich wybierać na kolejne kadencje. Tak im te przyjemne myśli mocno utkwiły w głowie, że teraz są głusi na wszelkie argumenty. Wszak ich zdaniem najważniejsza jest ekonomia, żelazna logistyka i dobre samopoczucie urzędników.

Ten tryb urzędniczego myślenia najlepiej widać w projekcie w okolicach leśniczówki Topiłówka, na północ od planowanego węzła „Wójtowskie Włóki”. Projekt trasy, zamiast iść tam logicznie i prosto przez pola ku północy, wykonuje jakiś dziwny łuk w kierunku wschodnim. Skutkiem tego trasa, zamiast po polach, biegnie przez około 1200 metrów w lesie. Trzeba będzie dodatkowo wyciąć cztery hektary lasu, ale… przecież wyrąb lasu to problem inwestora i wykonawcy, a wykup pól od rolników, to już kłopot urzędników.

***

Od tego czasu minęło już kilkanaście lat. Koncepcja obwodnicy, traktowana przez urzędników jak obowiązujący projekt, przestała być tajemnicą. Jak łatwo było przewidzieć, tereny wokół doliny Rospudy stały się łakomym kąskiem dla inwestorów. Przez te lata sprawa zdążyła obrosnąć grubym kożuchem poważnych interesów, małych biznesów i całkiem szemranych geszeftów. Wszyscy, biorący w nich jakiś udział, są zainteresowani realizacją owego urzędniczego „taniego i prostego” pomysłu. Każda zmiana trasy lub opóźnienie budowy spowoduje dla nich wymierne straty, więc, mimo wewnętrznej konkurencji, jednym głosem, ramię przy ramieniu, bronią pierwotnej koncepcji obwodnicy.

Tymczasem dolina Rospudy to w całości unikat w skali światowej. Kilkanaście kilometrów kwadratowych niezwykłych terenów. Od stuleci nie tknięte przez gospodarkę, dziką lub planową, uroczysko pełne niepowtarzalnych widoków, smaków i zapachów. Znawcy mówią, że to jedyne takie bagno po naszej stronie Uralu. Perła polskiej, również europejskiej przyrody.

Byłem tam niedawno, podziwiałem spokój, niezwykłość form przyrody i wszechogarniające poczucie oderwania od świata. Wystarczy przebyć kilka kilometrów od gwarnego i hałaśliwego centrum Augustowa, aby znaleźć się w innym świecie. Świecie już niemal na Ziemi nie spotykanym. Świecie, w którym panuje ład i nieznana naszej cywilizacji harmonia. Gdzie wszystko jest dzikie, ale poukładane, gdzie wszystko jest przypadkowe, ale na swoim miejscu i o swoim czasie, gdzie odwieczny cykl życia widać jak na dłoni. Panuje tam niezwykła cisza. Niezwykła, bowiem mimo, ze głęboka, to jednak pełna tajemniczych odgłosów życia. Życia, które niezmiennie toczy się intensywnie pod, pozornie spokojną i niezmienną, szatą roślinną. Tam Przyroda jest gospodarzem, a my gośćmi. Tak, jak wszyscy dobrze wychowani goście, powinniśmy umieć się zachować w czasie wizyty. W zamian gospodyni zadba o nas, pokaże nam swoje nieprzebrane skarby, na co dzień skrywane przed oczyma ciekawskich, a jest tam sporo do pokazania! Nawet, gdyby nie było tam unikatowych gatunków roślin i zwierząt (a naukowcy udowadniają, że są!), to i tak jest w tej dolinie coś wyjątkowego, co warto chronić niemal za wszelką cenę. Mam na myśli niezwykły splot pozornie wykluczających się cech: harmonii krajobrazu i dynamiki życia, spokoju roślin i czujności zwierząt, niezmienności formy i przemijania pór roku. Te zestawienia są doprawdy intrygujące i poruszające najczulsze struny duszy każdego wędrowca, który trafił nad Rospudę. Niczym jakiś malowniczy wodospad, Dolina jest zawsze taka sama, a przecież w każdej chwili inna. Całość stanowi niezwykły, cudowny dar, jakim niezasłużenie obdarowała nas Matka Natura.

A jednak ktoś (ufam, że tylko z powodu niewiedzy i bezmyślności) postanowił to miejsce zniszczyć i zrobił to bez skrupułów i wysiłku. Niestety to się już dokonało! Nawet, jeżeli obecne, ostre protesty całej Europy przyniosą pożądany skutek i polskie władze wycofają się z absurdalnych koncepcji przebiegu międzynarodowej trasy ViaBaltica, której częścią jest owa nieszczęsna obwodnica Augustowa, to i tak dolina Rospudy raczej nie przetrwa jako pierwotne, dzikie bagnisko. Ogólnoeuropejski szum wokół tej bulwersującej sprawy, włącznie z procesem przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości, jest niezamierzoną, ale szalenie skuteczną reklamą. Owe cuda przyrody będą chcieli obejrzeć wszyscy, od Lizbończyków do mieszkańców Kamczatki, od profesorów biologii z Oxford’u do wycieczek zasłużonych górników przodowych z Donbasu. Będzie tam zapewne podobnie jak w Tatrach: reklamy przesłonią widoki, dzwonki komórek zagłuszą ptasie trele, a kajaki nielicznych dotychczas spływów Rospudą zastąpi rzeka klimatyzowanych Neoplanów, Volvo lub innych autokarów masowo dowożących „turystów” w dolinę. Miasto Augustów oraz mieszkańcy okolic zapewne będą na tym zarabiać, ale będzie to już, podobnie jak na Podhalu, tylko „kicz i pocztówka”. To, co najcenniejsze, harmonia i ład przyrody, zniknie na zawsze.

I zapewne, jak w Tatrach, nad cichą dotychczas Doliną poniesie się raz po raz dobitne:
- Co on mi tu, k…a, będzie p….ił!

A było tam tak cicho i pięknie…
tips_senior

09.09.07

In partibus infidelium

Opublikowany w Posnania @ 9:08 pm - autor: iulius

W Poznaniu PiS nie ma szans – to wiadomo od dawna. Cóż więc zrobi Jarosław Wielki vel Mały? Wystawi u nas gwiazdę z importu, Zytę Gilowską, znaną z prowadzenia polityki prorodzinnej (zatrudniała w biurze poselskim syna i synową).

I dobrze. Kto zna Poznań, ten wie, jak tutejsi wyborcy zareagują na kandydatkę pochodzącą ze ściany wschodniej, bez żadnych związków z Wielkopolską. W końcu jak mówi przysłowie na wschód od Konina Azja się zaczyna.

Tera to sie kakaludek ale wygupił, nie?

Principia obligant

Opublikowany w Polonia @ 9:07 pm - autor: iulius

niedziela, 09 września 2007

“zasady zobowiązują”
NO TO PRZYPOMNIJMY KŁAMCZUCHOWI TE JEGO ZASADY!!

1. Nie będę premierem, gdy mój brat będzie prezydentem

2. Nie będzie koalicji z Samoobrona

3. Cieszę się, ze będę na pierwszej linii walki z Samoobroną.

4. My w kolejnej kompromitacji i w otwieraniu Samoobronie drogi do władzy w Polsce uczestniczyć nie będziemy

5. Nie poprzemy nikogo z wyrokiem sadu lub przeciwko komu toczą się sprawy sadowe. To jest sprzeczne z ideałami PIS

6. V-ce minister sprawiedliwości nie ścigał i nie osadzał w wiezieniu działaczy opozycji w latach 70

7. Wybudujemy trzy miliony mieszkań.

8. Wprowadzimy szybko niższe podatki.

9. Wycofamy wojsko polskie z Iraku.

10. Prawie 200 km autostrad w 2006 to nasza zasługa.

11. Tylko 6 km autostrad w 2007 to wina SLD.

12. Marcinkiewicz to premier na całą kadencje.

13. Pomożemy Stoczni Gdańskiej (UE chce zwrotu 4 mld).

14. Zredukujemy administrację państwową

15. W rządzie nie będzie byłych członków PZPR.

16. Dla mnie raz dane słowo jest święte… (Jarosław Kaczyński 10 VII 2006)

Wyślijcie tego maila gdzie się da! Jeśli kilkanaście milionów ludzi go przeczyta to może wygramy i paranoja zniknie z tego kraju !!!!!!!!!!!!

09.07.07

Electio

Opublikowany w Polonia @ 11:02 pm - autor: iulius

sobota, 08 września 2007

http://glosuj.blox.pl

Sejm rozwiązany!

Już niedługo wybory parlamentarne. To szansa dla Polski – mogą wreszcie wyłonić odpowiedzialną, kompetentną władzę, której nie będziemy musieli się wstydzić.

Ty, Czytelniku, możesz w tym pomóc. To naprawdę proste – wystarczy iść do lokalu wyborczego i poświęcić trzy minuty na głosowanie. Najlepiej nie samemu – weź ze sobą rodzinę, znajomych, sąsiadów.

21 października politycy nie będą mieli nic do gadania. Decyzja o losach Polski będzie należała tylko do nas.

Wstyd zmarnować taką szansę.

Non credo

Opublikowany w Polonia @ 11:01 pm - autor: iulius

środa, 05 września 2007

Fakt, że nie wierzę w bogów, zawsze uważałem za niezbyt istotny. Pewnie dlatego, że rodzina nigdy nie uczyła mnie ani wiary, ani niewiary. W wieku kilku lat pokazywano mi kościoły, każąc w ich wnętrzach zachowywać się poważnie. Gdy stary wuja, jedyny chyba religijny człowiek w rodzinie, modlił się przed kolacją wigilijną, mama zwracała baczną uwagę, bym nie zrobił niczego niestosownego. Miałem – chyba od owego wui – Biblię w obrazkach, pozwalano mi oglądać dziecięce programy religijne w telewizji. I tu chyba zaczął się mój ateizm – te programy, aczkolwiek dość na mój ówczesny gust ciekawe, wypadały blado w porównaniu z tymi o astronomii, fizyce i dinozaurach. Telewizja publiczna spełniła swą edukacyjną misję i w wieku czterech czy pięciu lat skonstatowałem, że jeśli Bóg ma mieszkać w niebie, a astronauci latają do nieba i go tam dotąd nie znaleźli, to najwyraźniej Boga nie ma.

Od tego czasu nie miałem z powodu swojej niewiary żadnych problemów, toteż śmieszyły mnie trochę internetowe ataki na Kościół w rodzaju serwisów Ateista.pl czy Racjonalista.pl – po co walczyć z czymś nieszkodliwym, myślałem.

Ostatnio zrozumiałem, że nieszkodliwość katolicyzmu jest złudzeniem Poznaniaka, szczęśliwego mieszkańca wielkiego miasta na bogatym, cywilizowanym zachodzie kraju. Zadziwiające, jak bywają traktowani polscy ateiści:

“Łukasz wie, że nie jest łatwo, bo ma sąsiada, który od jakiegoś czasu nie chodzi do kościoła. Najpierw miejscowe babcie przestały mu odpowiadać na “dzień dobry”, potem proboszcz na kazaniu powiedział, że to komunista, a potem ktoś mu wybił szybę w oknie. Łukasz więc chodzi do kościoła regularnie. Mówi, że robi to dla dobra swoich dzieci, bo nie chce, żeby spotkała je jakaś przykrość. 2 kwietnia zaprowadził je na mszę z okazji rocznicy śmierci papieża Polaka. Wychowawczyni sprawdzała obecność.”

Cytat z Gazeta.pl. Cały artykuł dotyczy Internetowej Listy Ateistów i Agnostyków. Zapraszam do wpisywania się na nią. Wiem, że wielu niewierzącym takie inicjatywy mogą się wydać niepotrzebne. Ale jeśli ma to dodać otuchy i odwagi ludziom takim jak Łukasz, warto.

Res damnata miser

Opublikowany w Varia @ 11:01 pm - autor: iulius

wtorek, 04 września 2007

Lektura blogów to na ogół zajęcie o tyle jałowe, że nawet naprawdę inteligentni autorzy w wielu sprawach wypowiadają się w sposób konwencjonalny, powtarzając jedynie i tak wszystkim dobrze znane komunały. Tym przyjemniej od czasu do czasu zetknąć się z blogiem naprawdę ciekawym.

Życie na bogato jest opowieścią człowieka z gatunku, który, wydawałoby się, występuje jedynie w cyberpunkowych powieściach: korpa. Szczerego miłośnika dużych pieniędzy, dobrych restauracyj i drogich samochodów. Jej bezpośredni ton sugeruje nawet, że mamy do czynienia z kreacją literacką – mało kto zdobywa się na tak niepopularne stwierdzenia, jak ów menedżer Robert.

Dwa cytaty na zachętę:

“Tacy nieudacznicy nie mają po co do mnie pisać. Ich listy od razu lądują w koszu. Nie potrafisz sobie sam radzić, to nawet nie marnuj mojego czasu.”

“W zdrowym społeczeństwie, jeśli kobieta zna swoje miejsce, to urlopy ojcowskie są zbędne. Dzieckiem ma się kto zająć i społeczeństwo jest jak najbardziej zdrowe.”

Bardzo dobrze, że w morzu rozczulania się, chrześcijańskiego czy socjalistycznego, wszelką, nawet zasłużoną biedą, znaleźć można czasem takie krople.

Ars celata?

Opublikowany w Polonia @ 11:00 pm - autor: iulius

sobota, 25 sierpnia 2007

Kaczmarek sypie, Ziobro grzęźnie, Kaczyński upada. Wydawało się to dotąd jasne, więc nie komentowałem, obserwując tylko wydarzenia. Ale kolejne nagłówki wiadomości, w których pojawia się nazwisko ministra tzw. sprawiedliwości, wywołały u mnie pewne szalone, lecz nie dające spokoju przypuszczenie:

Może jednak wszystko idzie zgodnie z planem?

Ziobro był bardzo popularny. Tak jak kiedyś Marcinkiewicz. Bardziej niż Jarosław Kaczyński. Stanowił zagrożenie.

PiS prawie na pewno przegra wybory. Jego władca może obawiać się, że straci autorytet wśród swych poddanych. Że zostanie obarczony winą za klęskę i zastąpiony nowym liderem. Nie ma w szeregach partii wielu polityków, którzy byliby w stanie objąć przywództwo po Kaczyńskim. Ziobro był jednym z nich.
Nie dało się po prostu go odwołać. Pełnił rzeczywistą funkcję, zbyt ważną, by stracić ją pod błahym pretekstem. Trzeba go było zniszczyć.

Jarosław Kaczyński stosuje dwa sposoby niszczenia ludzi: afery i teczki. Ziobro jest za młody, by uderzyć weń teczkami. Upaść mógł tylko w wyniku afery. Co też właśnie się staje.

Oczywiście, upadek Ziobry zaboli cały PiS. W tych dniach partia traci resztki szans na zwycięstwo wyborcze. Sądzę, że tego właśnie Jarosław Kaczyński chciał. Nie stworzyłby zdolnego do działania rządu nawet, gdyby zdobył większość. Druga kadencja na zawsze skończyłaby jego karierę. Teraz może czuć się bezpiecznie – zajmie luksusowe miejsce lidera opozycji. Stamtąd może sięgnąć po władzę w kolejnych wyborach, po tym, jak Platforma (zapewne z jakimś niewygodnym koalicjantem) straci część wyborców w wyniku własnych, niepopularnych reform i skutków obecnego niszczenia kraju.

Tak może myśleć Kaczyński, jeśli jego mania władzy pozwala na długofalowe planowanie.
Co gorsza, może mieć rację.

Dialectus non solum Posnaniensis

Opublikowany w Linguae, Posnania @ 10:59 pm - autor: iulius

środa, 15 sierpnia 2007

Usłyszeć można nieraz w poznańskich mediach, że nasza gwara zanika. A tymczasem wczoraj na Gazeta.pl znalazł się dowód na jej żywotność, i to daleko poza granicami Wielkopolski:

Tam chłopaki wywiesili dziś polską flagę – a co! – niech szuszwole [to potoczna nazwa irackich rebeliantów używana przez polskich żołnierzy] wiedzą, że rządzimy!

Szuszwol – po naszemu taki, co cięgiem unorany łazi. Po ogólnopolsku: brudas.

Wzruszające. Choć wśród innych nacyj kontyngentu irackiego się raczej to uroczej wymowy słówko nie rozprzestrzeni.

Verba vana aut risui apta

Opublikowany w Polonia @ 10:58 pm - autor: iulius

środa, 27 czerwca 2007

Artykuł z Gazeta.pl. Przytaczam w całości. Nie komentuję…

- My młodzi, których Jan Paweł II nazywał nadzieją świata, potrzebujemy wsparcia, by tych nadziei nie zawieść. Choć czasem jesteśmy przekorni, dziękujemy Panu Ministrowi, że troszczy się o nas i robi dużo, byśmy czuli się w szkole bezpiecznie. Życzymy mocy i wiary w nas – wyrecytowała uczennica łódzkiego gimnazjum na Gali Strojów Szkolnych zorganizowanej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej w łódzkiej hali Expo tuż po wręczeniu wicepremierowi i ministrowi edukacji Romanowi Giertychowi kwiatów przez delegację uczniów łódzkich szkół.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź

Utinam falsus vates sim

Opublikowany w Polonia @ 10:57 pm - autor: iulius

środa, 20 czerwca 2007

To antylitania chwili
Przejściowej, lecz nie – bezkarnej

(J. Kaczmarski, Antylitania na czasy przejściowe, 1992)

Dziś w kolejnym sondażu PiS dostał 20%.

Od wielu miesięcy, pomimo licznych wielkich kompromitacyj i powszedniej niekompetencji, mimo odejścia Jurka i jego towarzyszy, partia rządząca utrzymuje zbliżony temu, stabilny poziom poparcia. Zdobyła rzecz bezcenną a rzadką w polskiej polityce: prawdziwie wierny elektorat. Taki, który nie da się przeciągnąć na żadną inną stronę w kampaniach wyborczych. Odporny na wszystkie argumenta, co widać wyraźnie w dyskusjach z jego przedstawicielami; ich naprawdę nikt już nie przekona, że czarne jest czarne, a białe jest białe. Będą przy swoim wodzu do końca. Oto prawdziwe widmo kaczyzmu.
Widać już, że koalicja Kaczyński-Lepper-Giertych jest zbyt słaba, by zaprowadzić w kraju swój porządek. Wyrządzi jeszcze mnóstwo szkód, to nie ulega wątpliwości, ale nie zdoła zmienić Rzeczypospolitej w socjalistczne, autorytarne państwo wyznaniowe, czego obawiało się wielu Polaków. W następnych wyborach parlamentarnych prawie na pewno straci władzę. IV RP nie będzie.

Ale Kaczyńscy nie odejdą w niebyt. Prawo i Sprawiedliwość być może już nigdy nie wygra wyborów, to go jednak nie zniszczy. Przekształci się w trwały element sceny politycznej, skupiony wokół mitu straconej szansy, podobnego temu, jaki teraz opiera się na wspomnieniu “nocnej zmiany”, lecz o większej sile; wszak mieli już wszystko, będą myśleć zwolennicy PiS, zaczęli naprawiać całe państwo, kiedy wściekły atak Układu ich zatrzymał. Partia – a wraz z nią lojalny, liczny elektorat – na zawsze zapamięta tę “tragedię” i kiedy inne formacje zajmować się będą sprawami bieżącej polityki, ta pozostanie zapatrzona w przeszłość. Spychana na margines kulawej, ale jednak – demokracji, zacznie z czasem szukać dla siebie innych dróg. Przekonani o własnej wyłącznej racji, kaczyści odizolują się od reszty społeczeństwa. Będą – co już się zaczęło – czytać własne gazety, oglądać własną telewizję i prowadzić dyskusje we własnym tylko gronie, resztę narodu uznając za wrogów.

Oczywiście, to pogrąży ich tylko do reszty w poczuciu krzywdy. I jak niegdyś u Jarosława Kaczyńskiego, tak wtedy główną motywacją całej tej niemałej grupy stanie się pragnienie zemsty, dla którego wizja IV RP to tylko moralny pretekst. Będą zatem żyć obok nas, zapiekli i rozgoryczeni. Gotowi zmusić świat, by oddał im z powrotem ich Szansę.

Jak weterani I wojny w weimarskich Niemczech.

Następna strona