04.10.09

Mathematicos pelli decernimus

Opublikowany w Uncategorized @ 8:33 pm przez iulius

piątek, 10 kwietnia 2009
Mathematicos pelli decernimus

Ewolucja metod nauczania matematyki na przykładzie zadań egzaminacyjnych

1962 : Drwal sprzedał ciężarówkę tarcicy za sumę 100 dolarów. Wiedząc, że koszt produkcji drewna wynosił 4/5 jego ceny, oblicz zysk drwala.

1972 : Drwal sprzedał ciężarówkę tarcicy za sumę 100 dolarów. Wiedząc, że koszt produkcji wyniósł 4/5 jego ceny, czyli 80 dolarów, oblicz zysk drwala.

1982 : (nowy program matematyki) Drwal dokonał wymiany zbioru T tarcicy na zbiór P pieniędzy. Moc zbioru P wyrażona w liczbach kardynalnych wyniosła 100, przy czym każdy z jego elementów jest wart 1 dolara. Zaznacz w kwadratowej tabeli 100 punktów, aby przedstawić graficznie elementy zbioru P. Zbiór kosztów produkcji zawiera 20 elementów mniej niż zbiór M. Przedstaw zbiór K jako podzbiór M i odpowiedz na pytanie: jaka jest moc zbioru Z zysku wyrażona w liczbach kardynalnych ?

1992 : Drwal sprzedał ciężarówkę tarcicy za 100 dolarów. Koszt produkcji drewna wyniósł 80 dolarów, a zysk drwala 20 dolarów. Zakreśl liczbę 20.

2002 : Ścinając stare piękne i bezcenne drzewa, ekologicznie niezorientowany drwal zarobił 20 dolarów. Co myślisz o takim sposobie na życie? W podgrupach postarajcie się przygotować teatrzyk przedstawiający, jak czują się leśne ptaszki i dzika zwierzyna.

Jako że mamy Triduum, dziś coś z prasy katolickiej (choć prasa żydowska, którą zwykle tu omawiam, też rzeczony artykuł cytowała).

Pod adresem http://tygodnik.onet.pl/30,0,25113,1,artykul.html znajdujemy przerażającą wiadomość, iż w podręczniku z zadaniami przygotowującymi do Kangura znalazła się taka oto herezja:

„Na pokładzie przechylonego sztormem statku, który w każdej chwili może zatonąć, przebywa piętnastu chrześcijan i piętnastu Turków. Aby uratować łódź, trzeba sprawić, by była lżejsza, dlatego połowa ludzi musi być wyrzucona za burtę. Jeden z chrześcijan zaproponował, by wszyscy ustawili się wkoło i za burtę wyskakiwała każda co dziewiąta osoba. Jak powinni ustawić się chrześcijanie, aby zginęli sami Turcy?”.

Jesteśmy społeczeństwem dojrzałym. Wszyscy poważni Europejczycy zgodzili się już dawno, że czas najwyższy, by Turcy i w ogóle muzułmanie zepchnęli nas wszystkich do morza. Pojawili się więc u nas ludzie, którzy zawodowo zajmują się walką z wstecznymi tendencjami w rodzaju solidarności w ramach grupy albo instynktu samozachowawczego:

“Swój zeszyt ćwiczeń pokazał Zenonowi Kruczyńskiemu jego syn Jasiek. – Podał mi go prawie bez słowa, ale jakby chciał powiedzieć: „patrz, skąd się bierze przemoc” – opowiada Kruczyński, obrońca praw zwierząt, z którym rozmowę publikowaliśmy niedawno na łamach „TP”. – Ręce mi opadły. To przykład bezmyślności, braku refleksji, które w konsekwencji prowadzą właśnie do przemocy. Poczułem się kompletnie bezradny. Może można coś w ludziach zmieniać na poziomie zachowań, ale nie wiem, czy da się zmieniać myślenie lub intencje.”

Mam dziwne przeczucie, że obrońca “praw zwierząt” (a praw roślin i grzybów już nie? dyskryminacja!) poczuł się kompletnie bezradny głównie na myśl, że synek mógłby poprosić go o pomoc w rozwiązaniu tego zadania. No, ale braki w dziedzinach ścisłych zawsze można nadrobić głośnym krzykiem.
Ekoterroryści dobrze znają tę metodę. Robią tak zawsze wtedy, gdy ktoś spyta, jak dogmat o podniesieniu poziomu oceanów w wyniku topnienia lodów Arktyki ma się do prawa Archimedesa.

Podobnym dogmatem jest zresztą twierdzenie, iż traktowanie swoich lepiej niż obcych to niewybaczalny grzech. Mówi o tym inny zawodowy strażnik nowej moralności:

“– A czemuż by nie zapytać odwrotnie: jak się mają ustawić Turcy, ażeby zginęli sami chrześcijanie? – irytuje się Jerzy Jedlicki, przewodniczący Stowarzyszenia Przeciwko Antysemityzmowi i Ksenofobii Otwarta Rzeczpospolita. Według niego problem jest poważny, zwłaszcza że zeszyt trafia w ręce uczniów podstawówek. – To właśnie w tym wieku zaczyna się nacjonalistyczne wychowywanie przyszłych obywateli w przekonaniu, że „swój” jest zawsze godniejszy życia i szacunku niż „obcy”, innej wiary albo narodowości i dlatego mniej zasługujący na nasze względy – tłumaczy. – Takie pojęcia wsączają się niepostrzeżenie w dziecięce umysły, by kiedyś zaowocować pogardą i dyskryminacją.”

Sądzę, że pan Jedlicki byłby zachwycony, jeżeli z braku nacjonalistycznego wychowania młodzi Polacy przy najbliższym konflikcie odmówiliby zabijania “obcych” w jego obronie.

Jak napisał zmarły dokładnie pięć lat temu Poeta, największy z powojennych:
Są ludy, co dojrzały do śmierci

Prima aprilis

Opublikowany w Uncategorized @ 8:32 pm przez iulius

środa, 01 kwietnia 2009
Prima aprilis
Dziś pierwszy kwietnia, a więc rocznica – już siedemdziesiąta – zwycięstwa Hiszpanów w wojnie z komunistami. ¡Han pasado!

Nunc est iocandum

Opublikowany w Historia, Polonia, Posnania @ 8:32 pm przez iulius

poniedziałek, 30 marca 2009
Nunc est iocandum
Znów rozgorzał spór o przeszłość pewnego elektryka, przez grupę ludzi mądrzejszych od siebie wyniesionego kiedyś do rangi symbolu. Spór, dodajmy, mało dla mnie interesujący; fakt współpracy owego człowieka z SB uważam za bezsporny, ale nie znam żadnych powodów, by się dziś tym faktem – czy, po prawdzie, jakimkolwiek faktem z życia tego człowieka – przejmować. Szkoda czasu. Lepiej zająć się sztuką z epoki. Przed Państwem poznański kabaret Tey, z Poznania:

Tempus fugit

Opublikowany w Varia @ 8:31 pm przez iulius

niedziela, 29 marca 2009
Tempus fugit
Dziś rząd znów zafundował nam copółroczną dawkę zamieszania i dezorientacji w związku ze zmianą czasu. Cytat okolicznościowy:

“- A cóż w tym niejasnego? Jest defilada na Placu Czerwonym. W każdym szeregu po dwudziestu ludzi. W każdym sektorze dziesięć szeregów, dwustu ludzi. Tych sektorów jest po horyzont. Maszerują równo, aż miło popatrzeć. Każdy żołnierz przez okrągły rok wyciskał z siebie siódme poty, szkoląc się na defiladę. I to nie tylko w Moskwie, ale wszędzie. Pytanie: czy wyrzucanie wyprostowanych nóg powyżej pasa, wypinanie piersi i zadzieranie brody powyżej nosa przydatne jest na wypadek działań wojennych? Po co tracić czas na ćwiczenie kroku defiladowego? Odpowiedź: po to, żeby zmusić tysiące ludzi do reagowania w sposób bezrefleksyjny, przyzwyczaić ich do słuchania rozkazów, a nie zdrowego rozsądku. – Trudno się nie zgodzić. – Dobrze. W takim razie trzeba podobne ćwiczenia zastosować wobec setek milionów obywateli. – Zmusić obywateli, żeby maszerowali krokiem defiladowym? – Niekoniecznie. Mam na myśli treść, nie formę. Najważniejsze, żeby te ćwiczenia były absurdalne i żeby równocześnie dotyczyły setek milionów ludzi. Najlepiej zmusić ich do wykonywania jakiegoś kretynizmu. Regularnie. – Masz przykłady takich kretynizmów? – Można na przykład zmusić całą ludzkość, żeby dwa razy w roku przestawiała wskazówki zegarów. – Czym to uzasadnić? – Oszczędnością energii. – To prawda? – Skądże znowu! Najważniejszym odbiorcą energii elektrycznej są fabryki. Na drugim miejscu są środki transportu. Przesuniemy wskazówki, czy nie przesuniemy – i tak ilość zużywanej energii nie ulegnie zmianie. Poważnym odbiorcą są kopalnie węgla. Tam zawsze jest ciemno. Albo oświetlenie ulic. Światło włącza się kiedy jest ciemno, a wyłącza kiedy jest jasno. Co zmieni przestawienie wskazówek? – Część energii wykorzystują ludzie w swoich mieszkaniach… – Słusznie. Niecały jeden procent. Ale w ramach tego procentu też nie wszystko idzie na oświetlenie. Niebawem nadejdą takie czasy, że ludzie będą mieć elektryczne żelazka, elektryczne maszynki do mielenia mięsa, telefony na prąd, radia, elektryczne kino domowe. Możesz kręcić wskazówkami zegara w każdą stronę i nie wpłynie to w żaden sposób na zużycie energii. Zresztą z oświetleniem mieszkań to wygląda podobnie: latem i tak jest widno i nie ma znaczenia, czy wstajesz o piątej, czy o dziesiątej. Z kolei zimowym rankiem i tak jest ciemno i nie obejdzie się bez oświetlenia. Nieważne, czy jest godzinę wcześniej, czy później. – Zatem uważasz, że nie będzie żadnego pożytku z przestawiania zegarów? – Będą tylko kłopoty. Masa kłopotów. – I nikt nie będzie oponować? – Tłum nie potrafi myśleć. Tłum przyjmie to jako coś naturalnego. Sam będzie sobie przysparzać nowych problemów. Jeśli tylko narzucimy ludzkości z dziesięć takich idiotycznych zachowań, jeśli sprawimy, że wszyscy podporządkują się bez zastrzeżeń, wtedy zawładniemy światem.”

Monarchia

Opublikowany w Polonia, Varia @ 8:31 pm przez iulius

niedziela, 22 marca 2009
Monarchia
Stali czytelnicy wiedzą, że rzadko zajmuję się tu kwestiami natury ogólnej. Najczęściej komentuję konkretne przypadki, nieraz – konkretne doniesienia medialne. Ktoś mógłby nabrać przez to błędnego przekonania, że zależy mi tylko na mniejszych lub większych poprawkach do obecnego systemu polityczno-gospodarczego. Zamieszczam tu te drobne propozycje, bo lubię rozwiązania rzeczywistych problemów. To jednak nie oznacza, że przez poprawę Rzeczypospolitej rozumiem tylko łatanie pojedyńczych dziur. Wręcz przeciwnie – sądzę, że państwo polskie wymaga przebudowy całkowitej, fundamentalnej, po której mało co zostanie w postaci takiej jak dziś.

Zajmijmy się więc tym razem dla odmiany tematem zupełnie podstawowym: organizacją władzy państwowej.

Wyjdziemy od dwóch założeń, z których pierwsze powinno być uznane za słuszne przez wszystkich bez względu na poglądy, drugie zaś przez każdego zwolennika wolnego rynku:

1) Instytucja mała działa sprawniej od analogicznej instytucji dużej.
2) Instytucja prywatna działa sprawniej od analogicznej instytucji publicznej.

Choć są to rzeczy zupełnie oczywiste, podajmy dla porządku uzasadnienia.

Instytucja mała działa sprawniej od dużej dlatego, że przywódca może ją lepiej nadzorować. Szybciej dostrzegane są powstające problemy, a część tych wynikających z samowoli podwładnych w ogóle nie powstaje. Łatwiej też zaadaptować się do nowej sytuacji. Rzecz jasna, zasada zawodzi w przypadku instytucji zbyt małej, by w ogóle wykonywać postawione przed nią zadania.

Powód przewagi instytucyj prywatnych nad publicznymi jest powszechnie znany: to odpowiedzialność właściciela, która motywuje do jak najlepszych decyzyj. Kto zarządza własnym majątkiem, będzie zawsze postępować najskuteczniej jak potrafi. Zarządca cudzej własności nigdy nie ma do tego równie silnej motywacji, a może nawet mieć powody, by świadomie postępować źle – na przykład wtedy, gdy ma okazję coś właścicielowi ukraść. Na marginesie dodajmy, że istnieją instytucje formalnie prywatne, które jednak nie spełniają tej zasady, bo nie mają rzeczywistego właściciela. Są to na przykład spółki akcyjne.

Założenia te są prawdziwe dla dowolnej instytucji, także dla państwa. Widać od razu, że współczesna Rzeczpospolita Polska ich nie spełnia. Nie ma nikogo, kto mógłby się czuć jej właścicielem, a gdyby nawet miała, nie mógłby zarządzać nią skutecznie ze względu na wielki rozmiar administracji koniecznej dla terytorium zamieszkanego przez niemal czterdzieści milionów ludzi. Sądzę, że by państwo tej wielkości mogło funkcjonować, potrzeba może nawet kilku tysięcy urzędników. Nikt nie potrafiłby dopilnować działań takiego tłumu.

Jak wobec tego powinien wyglądać ustrój Polski, jeśli miałby on spełniać powyższe założenia?

Przede wszystkim, państwo musi mieć jednego władcę. Dyktatura może się sprawdzić podczas życia swojego twórcy, ale łatwo upada po jego śmierci. Przykładem jest tu Hiszpania, która pogrążyła się w demokracji, gdy tylko umarł Franco. W perspektywie czasowej dłuższej niż kilkadziesiąt lat konieczna jest monarchia, i to monarchia dziedziczna. Dynastia nie tylko zapewni stabilność rządów, ale też sprawi, że każdy kolejny władca będzie brał pod uwagę przyszłość państwa wykraczającą poza czas jego życia – wszak władzę odziedziczy jego rodzina.

Jak widać, ustrój monarchiczny wynika wprost z drugiego założenia. Liberalizm bez monarchizmu to pogląd wewnętrznie sprzeczny.

Pozostaje jeszcze kwestia ograniczenia rozmiaru instytucyj władzy do takiego, by można było sprawnie zarządzać. Oczywiście nie może być mowy o zmniejszeniu terytorium – postawy samobójcze zostawmy pacyfistom i innym lewakom. Nic natomiast nie stoi na przeszkodzie, by państwo podzielić na samorządne byty polityczne. Nawet dziś istnieją “samorządy” i, choć mają zdecydowanie za małe kompetencje, działają – zwłaszcza te gminne – stosunkowo dobrze. Nic zresztą dziwnego – wynika to wprost z naszego pierwszego założenia.

Również na tym niższym poziomie działa zasada druga, zatem tu też powinniśmy przyjąć władzę monarchów. Ilu powinno ich być? Odpowiedź jest prosta: tylu, by władca całości mógł nadzorować ich osobiście. Możemy nazywać ich xiążętami, zaś władcę związkowego państwa królem. Warto tu się zastanowić, które kompetencje należy zarezerwować dla króla. Są to te sprawy, w których duży może więcej, czyli przede wszystkim wojsko i polityka zagraniczna. Do tego należy dodać czuwanie nad jednością Rzeczypospolitej. Król powinien rozstrzygać spory między xiążętami i pilnować, by nie ograniczali swobody przepływu ludzi i towarów. Xiążęta zajmowaliby się całą resztą, a więc na przykład prawem karnym. Konkurencja zmuszałaby ich do prowadzenia rozsądnej polityki, w szczególności utrzymywania mało uciążliwych podatków.

Taki ustrój – federalna monarchia – byłby sprawniejszy tak od obecnego, jak i od różnych półśrodków w rodzaju demokratycznej federacji czy scentralizowanej monarchii. Czy byłby idealny? To już zależy od szczegółów. Będę więc nadal zajmował się tu szczegółami. Niektórzy powiedzą, że ideału w ogóle nigdy nie da się osiągnąć.

I tylko ci nie osiągną go na pewno.

Arma cano, pars septima

Opublikowany w Varia @ 8:30 pm przez iulius

środa, 11 marca 2009
Arma cano, pars septima
Po siedmiu latach od masakry w Erfurcie, kolejny niemiecki nastolatek uznał za stosowne zastrzelić w szkole kilkanaście osób. Gdy wypadek taki ma miejsce w Stanach albo Finlandii, lewacy natychmiast obwiniają powszechny dostęp do broni. Ale w Niemczech uczciwemu obywatelowi równie trudno zdobyć broń palną, co w Polszcze. A jednak strzelaniny się zdarzają. Przeciwnicy prawa do obrony nie czują się zobligowani logiką i nie wyciągają z tych faktów żadnego wniosku; ich problem. My powtórzmy tylko, że najlepszą ochroną dla uczniów byłaby broń palna w rękach nauczycieli i woźnych.

Lupo ovem commisisti

Opublikowany w Polonia @ 8:28 pm przez iulius

wtorek, 10 marca 2009
Lupo ovem commisisti
Co jest w Polszcze największym utrudnieniem dla wolnej konkurencji? Państwo, oczywiście – tyle wie każdy. To jednak nie przeszkadza temu właśnie państwu posiadać instytucji, która w swych założeniach – uwierzycie, przepraszam za wyrażenie, Państwo? – odpowiada za ochronę konkurencji. Nazywa się toto UOKiK i działa w ten sposób, że wynajduje sobie coraz to nowe firmy i przeszkadza im w pracy oskarżeniami o “zmowy cenowe” i inne satanistyczne obrzędy.

Spójrzcie tylko na dzisiejsze przykłady:
UOKiK nie odpuści bankom widełek
Play i Plus zawarły niedozwolone porozumienie?

Dobrowolna umowa pomiędzy bankiem a jego dłużnikiem czy dwoma firmami w oczach urzędu stanowi działanie mroczne i destrukcyjne, gdzieś z pogranicza porachunków mafijnych. Jak zawsze, głupocie urzędników z radością przyklaskują dziennikarze. Ci to w ogóle najbardziej by się ucieszyli, jakby przywrócono ład i porządek sprzed trzydziestu lat, kiedy żaden wredny prywaciarz nie prześladował ludu pracującego.

Cały pomysł państwowej ochrony konkurencji jest zbyt kretyński, by komentować go w sposób poważny. Niech więc wystarczy wierszyk:

W pewnym mieście dwie piekarnie
stały, zarabiając marnie.
Aż właściciel jednej z nich
genialny obmyślił knyf.
Ceny dość obniżył znacznie
i jak się bogacić zacznie!
Każdy chodził doń po bułki,
życie piekarz miał jak z górki.
Drugi, coby wnet nie zbańczyć
też wprowadził towar tańszy.
Ceny zrównał z konkurentem,
dla klientów na zachętę.
Dobrze żyło się w tym mieście,
lecz gdy dni minęło dwieście
przyjechali inspektorzy.
Patrzą, a tu dopust boży:
zawarta, by prześladować,
piekarska z m o w a c e n o w a!
Firmy obie więc zamknęli,
a piekarze siedzą w celi.
Dzisiej w mieście niéma bułek,
interesów nikt nie kręci.
Inspektorzy szepczą czule:
ochronilim konkurencję!

03.10.09

Libertas servitudo est

Opublikowany w Orbis, Polonia @ 12:41 pm przez iulius

niedziela, 08 marca 2009
Libertas servitudo est
Swoboda przepływu towarów i usług – czyż to nie brzmi pięknie? Idea czysto liberalna, dobra, pożyteczna idea, o której realizację walczył Smith w wieku osiemnastym, walczył Bastiat w dziewiętnastym, a dziś jeszcze daleko do jej realizacji. Ale wiele już zrobiono. Czyż nie po to powstały Wspólnoty Europejskie, by cały zachód kontynentu mógł handlować bez przeszkód?

Okazuje się, że nie.

Komisja Europejska (radzę najsampierw dowiedzieć się od p. Farage’a, co to za wesołe towarzystwo) uznała że firma Apple narusza reguły konkurencji. Naruszenie polega na tym, że klientom z różnych krajów jej sklep internetowy oferuje różne produkty. Przykładowo, osoba posługująca się polską kartą kredytową nie może ponoć kupić muzyki i filmów. Uprzedzam od razu Czytelników, że nie warto mnie pytać, co za kretyni kupują to, co można za darmo ściągnąć z P2P. Nie wiem. Podejrzewam, że ci sami, którzy uważają integrację europejską za dobry pomysł.

Z normalnego punktu widzenia problem nie istnieje. Sklep nie chce czegoś sprzedawać – jego strata. A raczej zysk, bo skoro nie sprzedają, to widać policzyli sobie, że im się nie opłaca. Jeśli może się opłacać, znajdzie się ktoś inny i wzbogaci się tam, gdzie konkurent się poddał.

Ale Komisja Europejska – i chór adorujących ją lewaków – ma własny punkt widzenia. Pojęcia eurosocjalistów różnią się od używanych przez normalnych ludzi. Tu “swobodą” nazywa się przymus. Towary i usługi muszą przepływać po całym wspólnym rynku równomiernie. Nieważne, czy to się opłaca przedsiębiorcom – wizja komisarzy jest ważniejsza niż kalkulacja ekonomiczna.

Wolność to niewola. Pamiętajmy te słowa – wyrażają one prawdziwy ideał Unii Europejskiej.

De pueris educandis, pars tertia

Opublikowany w Polonia, Varia @ 12:40 pm przez iulius

czwartek, 05 marca 2009
De pueris educandis, pars tertia

Komentarza nie wymaga.

Turpe, turpius… pars tertia

Opublikowany w Posnania @ 12:40 pm przez iulius

wtorek, 03 marca 2009
Turpe, turpius… pars tertia
Nawet wśród ludzi o rozsądnych poglądach spotkać można takich, którzy opowiadają się za państwową własnością zabytków. Ma ona chronić dziedzictwo kulturowe przed zniszczeniem, do którego z jakiegoś powodu mieliby dążyć prywatni właściciele.

Jak ta ochrona w praktyce wygląda, widzimy po projektach urzędników odpowiedzialnych (o ile godzi się tego słowa użyć) za poznańskie zabytki. Od kilku lat trwają przygotowania do oszpecenia Góry Przemysła i znajdującego się tam Zamku Królewskiego. Dyrektor Muzeum Narodowego umyślił sobie, a władze go poparły, że skoro jest na Starym Mieście miejsce ciche, spokojne i urokliwe, to należy je pod hasłami “ożywienia” i “odbudowy” wyposażyć w nie pasujący do niczego w pobliżu gmach o pseudośredniowiecznej architekturze. Zapewne po to, by planowana na dachu samego muzeum rura nie była najbrzydszym obiektem w okolicy. Jedyna nadzieja dla Góry Przemysła w tym, że projekt nadal będzie się rozbijać o jakieś biurokratyczno-polityczne przepychanki.

Niestety, ktoś sobie przypomniał, że mamy wew Poznaniu dwa zamki. Teraz biednemu Kaiserschlossowi też grozi przebudowa.

„Wszystko mamy już gruntownie przemyślane i zaprojektowane. Najważniejszym elementem przebudowy będzie połączenie Sali Marmurowej i Sali Wielkiej w jedną dużą przestrzeń. Dodatkowo nad tymi salami wyburzymy piętra, dzięki czemu sala będzie nie tylko duża, ale i wysoka” – informuje o planach Barbara Szajerka, dyrektor ds. administracyjnych zamku.

Tak właśnie wygląda państwowa opieka nad zabytkami: mamy w mieście dwa zamki władców dwóch państw, co samo w sobie jest rzeczą wyjątkową. Jeden z nich jest w dodatku najmłodszą rezydencją monarszą w Europie. Skoro zatem Królewskiego nie udało nam się dotąd przytłoczyć nowym, fantazyjnym budynkiem, przebudujmy Cesarski.

Właściciel zabytku dba o niego i nie zmienia bez potrzeby, bo wierność stanowi pierwotnemu podnosi wartość obiektu. Gdy właściciela nie ma i rządzą urzędnicy, zabytek nie ma szans się uchować – w końcu co dyrektorowi szkodzi wyburzyć parę pięter? Nie jego i nie za jego.

Następna strona